Pocałunek Klimta. O obrazach mistrza Secesji Wiedeńskiej. Na celowniku zabójców (2021) - Wypalony zawodowo były policjant Colton Riggs osiada na Malcie w poszukiwaniu spokojnego życia. Leniwe upływające dni brutalnie przerywa mu nieświadome Opublikowano: 2014-10-30 12:04:35+01:00 · aktualizacja: 2014-10-31 09:55:08+01:00 Dział: Historia Historia opublikowano: 2014-10-30 12:04:35+01:00 aktualizacja: 2014-10-31 09:55:08+01:00 Fot. Po wojnie światowej CIA oraz inne amerykańskie agencje rządowe zatrudniały ponad tysiąc nazistów jako szpiegów oraz informatorów. I skrzętnie ukrywały kontakty, które utrzymywały z niektórymi z nich nawet do lat 90-tych ubiegłego wieku – donosi amerykański dziennik „New York Times”. Według gazety w szczytowym okresie Zimnej Wojny w latach 50-tych ówcześni szefowie FBI Edgar J. Hoover oraz CIA Allen Dulles zaczęli rekrutować byłych nazistów „różnej rangi” by wykorzystać ich przeciwko Sowietom. Uważali, że ich wartość wywiadowcza przewyższa moralne wykroczenia, których dopuścili się służąc Trzeciej Rzeszy. Dulles uważał, że byli naziści są użyteczni. Hoover poszedł jeszcze o krok dalej i oskarżał każdego, kto odważył się wskazać na zbrodnie, których świeżo upieczeni szpiedzy USA się dopuścili w przeszłości, o „uprawianie sowieckiej propagandy” —pisze „NYT”. W 1968 r. Hoover kazał nawet założyć podsłuch lewicowemu dziennikarzowi Charlesowi Allenowi, który pisał krytyczne artykuły o byłych nazistach żyjących w USA. Hoover uważał, że Allen stanowi „poważne” zagrożenie dla bezpieczeństwa USA. FBI zatrudniała byłych oficerów SS, mimo iż wiedziała, że „dopuścili się prawdopodobnie poważnych zbrodni wojennych”. W 1994 roku Eli Rosenbaum, prawnik pracujący dla CIA, naciskał na prokuratorów, by zrezygnowali ze śledztwa dotyczącego szpiega agencji, byłego komendanta litewskiej policji bezpieczeństwa (Saugumo) Aleksandrasa Lileikisa, który uczestniczył na Litwie w czasie II wojny światowej w masakrze ponad 60 tysięcy Żydów —utrzymuje gazeta. CIA zatrudniła go w 1952 r. we wschodnich Niemczech, płacąc mu za jego usługi 1700 dolarów rocznie, plus 2 kartony papierosów miesięcznie. Cztery lata później wyemigrował do USA. CIA nie udało się zapobiec śledztwu. Lileikis został deportowany w 1997 r. na Litwę, gdzie został postawiony przed sądem za zbrodnie wojenne. Proces ciągnie się do dziś. Amerykanie wiedzieli także o przeszłości Klausa Barbiego, byłego szefa Gestapo, znanego jako „Rzeźnik z Lyonu”, odpowiedzialnego za śmierć tysięcy Żydów. Zaraz po II wojnie armia USA najpierw zatrudniła go jako szpiega, a potem ułatwiła mu ucieczkę do Ameryki Łacińskiej. Pierwsze informacje o wykorzystywaniu byłych nazistów przez rząd w Waszyngtonie pojawiły się w latach 70-tych ubiegłego wieku. Jednak dopiero teraz rzeczywisty wymiar tej współpracy wyszedł na jaw. Wcześniej bowiem amerykańskie władze czyniły co w ich mocy, by to ukryć. W 1980 r. kierownictwo FBI odmówiło udzielenia odpowiedzi amerykańskiemu resortowi sprawiedliwości, który chciał wiedzieć, co agencja wie o 16 byłych nazistach żyjących na terenie USA. A to dlatego, że wszyscy oni pracowali w przeszłości jako informatorzy FBI. Zajmowali się wykrywaniem „potencjalnych komunistów”. Pięciu z nich wciąż dostarczało agencji „cennych informacji” —kontynuuje „NYT”. Jednym z nazistów, którzy pracowali dla CIA był były Haputsturmführer SS Otto Albrecht Alfred von Bolschwing, niegdyś mentor i asystent Adolfa Eichmanna, architekta „ostatecznego rozwiązania” kwestii żydowskiej. Według gazety CIA zatrudniło go w 1954 r. w Europie, a następnie przeniosło go do Nowego Jorku, by wynagrodzić mu „lojalną służbę”. Jego syn, Gus von Bolschwing, który dopiero lata później dowiedział się o działalności ojca w Trzeciej Rzeszy uznał, że relacja między nim a CIA była „relacją opartą na wzajemnych korzyściach w epoce zimnej wojny”. Oni się nim posługiwali, a on się posługiwał nimi. Nie powinni go jednak byli wpuszczać do USA. Było to sprzeczne z amerykańskimi wartościami —powiedział Gus von Bolschwing, który niedawno skończył 75 lat, w jednym z wywiadów. Jak się okazuje jego ojciec sam zwrócił się do Waszyngtonu z prośbą o przeniesienie do Stanów Zjednoczonych. Był rok 1960 i Izraelczycy właśnie złapali Eichmanna w Argentynie. Von Bolschwing bał się, że będzie następnym. Agenci CIA zapewniali go, że nie ujawnią jego więzi z Eichmannem. Von Bolschwing żył przez następne 20 lat spokojnie w Kalifornii, zanim prokuratorzy przypadkowo odkryli kim jest. W 1981 r. zrzekł się amerykańskiego obywatelstwa. Zmarł kilka miesięcy później. Jak twierdzi Richard Breitman, ekspert ds. Holokaustu z American University, wywiad wojskowy, CIA, FBI oraz inne amerykańskie agencje rządowe zatrudniały w okresie Zimnej Wojny w sumie ponad tysiąc nazistów. Tak wynika z dokumentów, które są dostępne. Inne pozostają jednak do dziś utajnione. Rzeczywista liczba byłych nazistów na usługach USA jest prawdopodobnie o wiele wyższa. Nie jesteśmy w stanie tego jednak stwierdzić, bo wiele dokumentów wciąż jest niedostępnych —potwierdza amerykański historyk z Uniwersytetu Florydy Norman Goda w rozmowie z „NYT”. Byli naziści byli wykorzystywani do rozmaitych zadań. W Maryland amerykańscy wojskowi szkolili byłych esesmanów w wojnie partyzanckiej na ewentualność inwazji Związku Sowieckiego. W Connecticut były strażnik obozów koncentracyjnych badał na zlecenie CIA sowieckie znaczki pocztowe na „ukryte przesłanie”. W Wirginii, w siedzibie FBI, jeden z byłych doradców Hitlera prowadził szkolenia na temat natury sowieckiego reżimu. W Niemczech byli oficerowie SS infiltrowali strefy kontrolowane przez Sowietów, instalując podsłuchy i monitorując ruch kolejowy. Inni spisali się nieco gorzej – podkreśla „NYT” – niektórzy okazali się nawet być podwójnymi agentami. I wyrządzili więcej szkód, niż przynieśli Amerykanom korzyści. To byli patologiczni kłamcy. Oszukiwali, kradli pieniądze. Ich moralność była dokładnie taka jakiej można by było się po takich ludziach spodziewać. Amerykanom to jednak nie przeszkadzało. Najważniejsze było by mieć przewagę nad Sowietami. Bez względu na koszt —tłumaczy Richard Breitman. Wszyscy dawni szpiedzy-naziści już nie żyją. Ryb, New York Times, CNN —————————————————————————————- Polecamy książkę profesora Donalda McKale’a pt.„Naziści. Na celowniku sprawiedliwości”. Jest to przenikliwa analiza losów nazistów po II wojnie światowej. Z płynnej i precyzyjnej narracji wyłania się wstrząsająca opowieść o gorzkim kontraście między długoletnimi cierpieniami ofiar a beztroskim życiem zbrodniarzy. Publikacja dostępna na stronie: Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej znów uderza w Polskę. Na celowniku - reforma wymiaru sprawiedliwości #wieszwięcej @WiadomosciTVP #TSUE 05 Jun 2023 18:28:22
Dotyczy losów sprawców Holocaustu – morderców i ich współpracowników. Tego, co stało się z nimi po klęsce i śmierci Hitlera, ich Führera, którego wielbili i za którym tak wiernie podążali, dopuszczając się ludobójstwa. Omówione w niej zostały postępowania sądowe wszczęte po upadku III Rzeszy w stosunku do 30 nazistów, którzy przeżyli II wojnę światową. Premiera (Świat)16 grudnia 2011 Premiera (Polska)16 września 2013 Liczba stron544 Autor: Donald McKale Gatunek:Historyczna Wydawca: Polska: Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza
Niemcy na celowniku 30.08.2011 30 sierpnia 2011 W 10 lat po zamachach terrorystycznych z dnia 11 września 2001 roku także i Niemcy stoją na liście priorytetowych celów islamskich terrorystów.

Hitlerowskie Niemcy, kierując się bezwzględną ideologią nazizmu, doprowadziły do śmierci 6 milionów Żydów. „Ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej” było ideą, która uruchomiła wielką machinę ludobójczą, a tej służyły tłumy fanatycznych wyznawców. Dlaczego więc ci, którzy cierpieli z powodu nieludzkich prześladowań po wojnie spotkali się co najwyżej z obojętnością? Dlaczego największych zbrodniarzy i oszustów II wojny światowej nie spotkała zasłużona kara, nawet w przypadku oczywistych dowodów i wiarygodnych świadków? Profesor Donald M. McKale wnikliwie bada powojenne życiorysy nazistów. Obok znanych nazwisk, takich jak Hermann Göring czy Heinrich Himmler, umieszcza także Wernera Besta, mordercę zza biurka, niesłusznie uznawanego za wybawcę Żydów duńskich, czy Ernsta Buchnera odpowiedzialnego za kradzież dzieł sztuki na ogromną skalę. Autor konstruuje sprawną opowieść, przeplatając wyciągi z akt procesowych z komentarzami i pytaniami, bada głośne procesy i wyroki, śledzi zapomniane losy i wydarzenia, wciągając czytelników w sam środek historii sprzed lat. „Naziści. Na celowniku sprawiedliwości” to kolejna analiza historii hitleryzmu autorstwa profesora McKale’a, który jest czołowym amerykańskim badaczem dziejów II wojny światowej i Holokaustu. Autor nie boi się obalania mitów czy podważania powszechnie obowiązujących opinii i uznawany jest za historyka bezkompromisowego. „Naziści. Na celowniku sprawiedliwości” to nie tylko wnikliwa praca archiwistyczna, ale także solidne studium kultury kłamstwa, pokazujące jak liczbę ofiar Zagłady drastycznie zaniżano lub próbowano całkowicie negować ludobójstwo na Żydach, Cyganach i Słowianach. Autor podkreśla, że próby obrony i żądanie uniewinnienia oskarżonych były podstawą wykształcenia się poglądów negacyjnych i rewizjonistycznych oraz powstania poglądu, że Żydzi stworzyli mit Holocaustu. Książka prof. Donalda M. McKale prezentuje portrety wybranych nazistów, a także stawia uniwersalne pytania o sens i istotę ofiary, naturę zła, o zbrodnię bez kary. Złożona z elementów powieściowych, biograficznych, eseistycznych i archiwistycznych, odkrywa zarazem historyczne prawdy, których próżno szukać w szkolnych podręcznikach. To pozycja obowiązkowa dla zainteresowanych II wojną światową, ale także dla każdego, kto lubi zgłębiać historie z pozoru znane. Autor: Donald „Naziści. Na celowniku sprawiedliwości”Wydawnictwo: Muza SAStron: 544ISBN: 978-83-7758-465-1Premiera:

Jak donosi Associated Press, amerykański Departament Sprawiedliwości podał, że hakerzy, którzy powiązani byli z atakami SolarWinds, brali też na cel prokuratorów federalnych między majem
Dotyczy losów sprawców Holocaustu - morderców i ich współpracowników. Tego, co stało się z nimi po klęsce i śmierci Hitlera, ich Fuhrera, którego wielbili i za którym tak wiernie podążali, dopuszczając się ludobójstwa. Omówione w niej zostały postępowania sądowe wszczęte po upadku III Rzeszy w stosunku do 30 nazistów, którzy przeżyli II wojnę światową. - Gorzki kontrast między długoletnimi cierpieniami ofiar a beztroskim życiem nazistów - Wstrząsające zeznania więźniów obozów - Nie opisywana wcześniej bezkarność hitlerowskich oprawców Nie żyli zgodnie z prawem i nie zmarli zgodnie z prawem. Znajdź podobne nasze aukcje według klucza: Tytuł: NAZIŚCI NA CELOWNIKU SPRAWIEDLIWOŚCI Autor: DONALD M. MCKALE Wydawca: MUZA Rok wydania: 2013 Oprawa: OPRAWA TWARDA Format: 160 x 240 mm Ilość stron: 542 EAN: 9788377584651 Pierwsza sztuka Kolejna sztuka Maks. w paczce Płatność z góry Odbiór w PACZKA W RUCHU 4,50 zł 2,00 zł 10 szt. E-PRZESYŁKA / Paczka48 8,75 zł 1,50 zł 20 szt. Paczkomaty 24/7 9,80 zł 2,00 zł 5 szt. List polecony ekonomiczny 10,00 zł 4,00 zł 5 szt. Pocztex Kurier 48 10,10 zł 1,50 zł 20 szt. Przesyłka kurierska 12,00 zł 1,10 zł 20 szt. Płatność przy odbiorze Przesyłka kurierska 18,00 zł 1,00 zł 20 szt. Brak możliwości odbioru osobistego. Płatność z góry przez PayU lub zwykły przelew bankowy na konto mBank SA: 16 1140 2004 0000 3002 7634 1241 Zamówienia realizujemy do 2 dni roboczych od zaksięgowania wpłaty. Prosimy o sprawdzenie zamówienia przy kurierze, a w przypadku uszkodzeń sporządzenie protokołu. Przy zwykłych przelewach prosimy o podanie nicku z allegro w tytule wpłaty. Tytuł, treść i format aukcji jest własnością intelektualną spółki. Zabraniamy kopiowania tytułów, opisów i formatów aukcji. Cleanmet Sp cleanmet2016@ tel. 792-572-761 Automatyzacja aukcji wspierana przez ACERNUS - PROFESJONALNA OBSŁUGA AUKCJI NA ALLEGRO 113417 9788377584651 2016-10-15 22:07:43

Naziści. Na celowniku sprawiedliwości. wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu plików cookies lub stosowanie innych podobnych technologii oraz

Opublikowano: 2016-02-19 14:40:44+01:00 · aktualizacja: 2016-02-19 15:54:18+01:00 Dział: Polityka Polityka opublikowano: 2016-02-19 14:40:44+01:00 aktualizacja: 2016-02-19 15:54:18+01:00 Fot. „To boli, ale łatwo policzyć ilu Niemców straciło życie z rąk Polaków w czasie okupacji: od 25 do 30 tysięcy. Liczba zamordowanych przez Polaków żydów jest wielokrotnie wyższa” - mówi socjolog Jan Tomasz Gross w rozmowie z niemiecka rozgłośnią publiczną „Deutschlandfunk”. Według Grossa 10 do 20 proc. mieszkańców gett z nich uciekło. Następnie „nastąpiła wielka fala, podczas której lokalna ludność zabiła swoich żydowskich sąsiadów”. W Jedwabnem i innych miastach to też były tysiące żydów. Podczas tak zwanej trzeciej odsłony Holokaustu, po likwidacji gett, po masowym mordzie w obozach zagłady, gdy 200 do 250 tys. ludzi usiłowało uciec i ukryć się wśród polskiej ludności, Polacy pomagali w polowaniu na żydów, zorganizowanego przez Niemców, ale wspieranego przez polską ludność. Tylko 40 tys. polskich żydów przeżyło —twierdzi autor „Sąsiadów”. Polacy zabili jego zdaniem więc „dziesiątki tysięcy żydów”. Zdaniem Grossa żądania, by prezydent RP odebrał mu Krzyż Kawalerski Orderu Zasługi to „reakcja na artykuł, w którym napisał, że Polska jest zobowiązana przyjąć uchodźców”. Zostałem wtedy okrzyknięty zdrajcą —skarży się Gross. Według niego Polacy uważają, że w czasie II wojny światowej cierpieli bardziej lub tak samo jak żydzi. Ale to nieprawda. Zginęły przecież aż 3 miliony żydów! Polacy o tym nie wiedzą, dlatego moje książki i artykuły wywołują taka histerię. Rząd powinien zrobić coś dla nauki historii, ale obawiam się, że wtedy będą próbowali uczyć jednowymiarowej, heroicznej wizji historii, co osłabiłoby Polskę intelektualnie. Znów idziemy w kierunku autorytaryzmu —podkreśla socjolog. Jak zaznacza Kaczyński to „frustrat pełen pretensji, którego największym talentem jest niszczenie instytucji oraz inicjatyw, które są mu powierzane, jak teraz polskie państwo”. Jeśli przyjdzie ambasador do mnie i będzie chciał order, to go oddam. Na razie jednak nikt się do mnie po niego nie zgłosił. Jeśli dostanę pisemne wezwanie to wydrukuje je, oprawię w ramki i powieszę na ścianie —przekonuje. Ryb, Deutschlandfunk Polecamy „ książkę profesora Donalda McKale’a pt.„Naziści. Na celowniku sprawiedliwości”. Przenikliwa analiza losów nazistów po II wojnie światowej. Z płynnej i precyzyjnej narracji wyłania się wstrząsająca opowieść o gorzkim kontraście między długoletnimi cierpieniami ofiar a beztroskim życiem zbrodniarzy. Publikacja dostępna na stronie:

O 1 w nocy, bez nikogo w zasięgu wzroku. Większość z tych przestępstw nie grozi więzieniem – co nie przeszkadza policjantom zamykać wszystkich sprawców na 48 godzin w areszcie – a jedynie grzywną, do której przyjęcia w ramach ugody z sądem tacy oskarżeni namawiani są przez własnych obrońców. Nikolaus Wachsmann: W połowie lat 30. była szansa, że nazistowskie obozy koncentracyjne w ogóle przestaną istnieć. Hitler wydał jednak rozkaz zaostrzenia kursu. NEWSWEEK HISTORIA: Dziś patrzymy na obozy koncentracyjne jak na makabryczną, ale świetnie działającą maszynę. A lata 30. to dopiero próby. Naziści sprawdzają, jak daleko mogą się posunąć. PROF. NIKOLAUS WACHSMANN: Żeby wyciągnąć jakąkolwiek lekcję z tej tragedii, musimy zrozumieć, co za nią stało. Skąd się wzięły obozy? Jak je rozwijano, jakie motywacje za tym stały? Kim byli prześladowcy? Czy zagłada była zaplanowana od początku, czy rozwój obozów koncentracyjnych był improwizacją? Zrozumienie tych korzeni jest kluczowe, by zrozumieć i wyciągnąć lekcję z Auschwitz. Dlaczego pisze pan tak dużo o Dachau, a nie Auschwitz? – Dachau było jedynym obozem, który działał przez całą III Rzeszę i przez cały ten czas znajdował się pod ścisłą kontrolą Himmlera i SS. Patrząc przez druty Dachau, możemy obserwować, jak fundamentalnie cały system obozowy zmieniał się przez te wszystkie lata. W marcu 1933 r. to mały obóz z niewielką liczbą strażników i niemieckimi więźniami, głównie opozycją. W 1939 r. w drewnianych barakach zamknięci są głównie odszczepieńcy, homoseksualiści, świadkowie Jehowy i kryminaliści – wszyscy, których reżim zebrał z ulic w ramach „akcji oczyszczania Niemiec”. Kiedy w 1945 r. obóz jest wyzwalany, kilkanaście tysięcy więźniów to już ludzie z całej Europy. Po co naziści założyli w 1933 r. obóz? – Zabezpieczenie zdobytej władzy. Kiedy przywódcy NSDAP wygrali wybory, wiedzieli, że miliony Niemców głosowało na inne partie, głównie lewicowe. System obozów został więc stworzony w bardzo jasnym celu: by odizolować, a potem złamać niemiecką opozycję. Dziś trudno nam sobie wyobrazić obóz inaczej niż ciąg długich drewnianych baraków, nad którymi dymią kominy. Ale na początku lat 30. naziści zakładali je wszędzie: w starych fabrykach, opuszczonych magazynach, nawet niedziałających pubach. W samym Berlinie było ich niemal 180! Więźniowie byli tam torturowani, ale morderstw było niewiele, a część więźniów została z czasem zwolniona. Naziści na tym etapie jeszcze wierzyli, że opozycję wystarczy złamać i upokorzyć, aby przestała być niebezpieczna. I zrobili to. Dlaczego więc zdecydowali inaczej? Polityczni przeciwnicy byli w rozsypce, zagraniczna opinia publiczna słała do Berlina listy w obronie zamkniętych jeszcze opozycjonistów, zbliżały się igrzyska olimpijskie w 1936 r. – Choć dziś trudno sobie to wyobrazić, w latach 1934/1935 było bardzo prawdopodobne, że takie miejsca jak Dachau całkowicie przestaną istnieć. We wszystkich założonych na terenie Rzeszy obozach koncentracyjnych naziści przetrzymywali nie więcej niż 500 osób. Opozycji przetrącono kręgosłup, a cały system wymiaru sprawiedliwości działał pod zupełną kontrolą nazistów. Doszło jednak do kłótni w samym sercu NSDAP. Część przywódców, minister spraw wewnętrznych Wilhelm Frick oraz Hermann Göring, opowiadała się za brutalną autorytarną dyktaturą, ale opierającą się na rządach prawa. Inni – jak Heinrich Himmler – wierzyli, że reżim musi rozwijać system usytuowanych ponad prawem obozów, by łamać kolejnych przeciwników Rzeszy, którzy mogą się pojawić. Dzięki poparciu Hitlera górę wzięło drugie stronnictwo, a system obozów zaczął się rozrastać. To wtedy ruszyły rozbudowy Sachsenhausen i Buchenwaldu. Czy rola Himmlera była tutaj kluczowa? – Tak. Himmler często dokonywał w obozach inspekcji i był osobiście zaangażowany w ich rozbudowę. Były częścią jego wizji. Ale takie kluczowe decyzje nie mogły zapadać bez zaangażowania Hitlera. Mówiło się, że jeśli chce się wiedzieć, o czym myśli Hitler, trzeba obserwować, co robi Himmler. Kogo Rzesza wzięła na celownik, kiedy igrzyska dobiegły końca, a w NSDAP wygrała koncepcja Himmlera? – Naziści doszli do władzy, obiecując „oczyszczenie ulic” i przywrócenie prawa oraz porządku. Wiedzieli więc, że taki ruch spodoba się ludziom. O ile więc pierwsza fala prześladowań dotyczyła opozycji, o tyle druga skupiła się na wszystkich, którzy nie pasowali do nazistowskiej wizji „zdrowego społeczeństwa”. W ramach „oczyszczania Niemiec” do obozów koncentracyjnych trafili więc bezdomni, drobni przestępcy, kryminaliści, homoseksualiści i świadkowie Jehowy. Jestem pewien, że takie działania spotkały się z dużym poparciem części niemieckiego społeczeństwa. Ale było to dla niego jednocześnie ostrzeżenie. Państwo totalitarne pokazywało, że jeśli Niemcy nie będą się starać i wykazywać entuzjazmu wobec budowy III Rzeszy, mogą skończyć tak samo. Kiedy wrogiem numer jeden stali się Żydzi? – Często pytam studentów, kto ich zdaniem był najliczniejszą grupą w obozach, kiedy wybuchła wojna? Niemieccy Żydzi – odpowiadają. Ale prawda jest taka, że Żydzi trafili do obozów dopiero w listopadzie 1938 r., po nocy kryształowej, i wielu z nich szybko uwolniono. Maszyna zagłady miała ruszyć dopiero w czasie wojny. 1 września 1939 roku najliczniejszą grupę więźniów nazistowskich obozów koncentracyjnych ciągle stanowili społeczni outsiderzy. Obozy kojarzą się z brutalnością i bezkarnością obozowych strażników. Tak było w latach 30.? – Choć do morderstw dochodziło stosunkowo rzadko, przemoc była stałym elementem obozowej codzienności. W każdej chwili do baraku mógł wtargnąć esesman i znęcać się nad więźniami. Dla wielu strażników był to zresztą akt zemsty – nareszcie mieli w garści komunistów i socjalistów, osoby, z którymi przez całe lata 20. ścierali się w czasie ulicznych bójek. Jednocześnie rozwijał się cały system przemocy zorganizowanej, której częścią były oficjalne kary: od chłosty przez zamykanie w karcerze i wieszanie za nadgarstki po publiczne egzekucje. System był nieprzewidywalny, co było dodatkową udręką – więzień nigdy nie wiedział, za co i kiedy może zostać ukarany. Ktoś mógł złożyć na ciebie raport dziś, a karę wymierzono dopiero po dwóch miesiącach. Skąd rekrutowali się strażnicy? – Zanim wybuchła wojna, wszyscy strażnicy byli ochotnikami. Może nie wszyscy zgłosili się, by być obozowymi strażnikami, ale wszyscy z własnej woli zgłosili się do SS. Proporcje zmieniły się dopiero pod koniec wojny, kiedy na miejscach strażników umieszczano starszych żołnierzy lub po prostu tych, którzy nie byli już zdolni do walki. Oczywiście, tak jak nie było jednego rodzaju obozów, tak nie było jednego typu strażników, ale szybka brutalizacja była ich wspólną cechą. Primo Levi każe pamiętać, że to nie była jakaś horda potworów, ale normalne istoty ludzkie. – I ja się zupełnie zgadzam. Wśród strażników była niewielka liczba ludzi o naturalnych sadystycznych skłonnościach czy psychopatów. Jednak obozowe reguły bardzo szybko sprawiały, że stawali się do takich sadystycznych i psychopatycznych zachowań zdolni. Powody były różne. Część była szczerze wierzącymi w totalitarną ideologię nazistami. Byli przekonani, że to, co robią, jest dobre i słuszne. Inni – wspominał o tym komendant Auschwitz Rudolf Höss – bali się okazania słabości. Przyznawali, że zadania są trudne do wykonania, ale dostrzegali w nich triumf męskiej siły. Bez względu jednak na motywację wszyscy szybko przywykali do przemocy. Tortury, znęcanie się nad więźniami, bicie stawały się dla nich normalną częścią dnia. Tak działał ten system: ludzie robili rzeczy, o które zapewne sami siebie by nigdy nie podejrzewali. W książce cytuje pan Hannah Arendt, która nazywa obozy sowieckie czyśćcem. Piekłem nazywa obozy niemieckie: Auschwitz, Ravensbrück czy Sachsenhausen. Dlaczego nie stawiać znaku równości między obozami stalinowskimi i hitlerowskimi? – Jeśli spojrzeć na historię II wojny – i to ma na myśli Hannah Arendt – różnica jest fundamentalna. Prawdopodobieństwo śmierci w obozie nazistowskim było o wiele większe niż w obozie sowieckim. GUŁAG – choć zbrodniczy – nie miał w całym swoim systemie obozu, którego celem byłaby tylko eksterminacja. Sowiecki system nigdy nie miał odpowiednika Auschwitz. PROF. NIKOLAUS WACHSMANN jest wykładowcą współczesnej historii europejskiej w Birkbeck College na Uniwersytecie Londyńskim, autorem nagrodzonej książki „Hitler’s Prisons” oraz współredaktorem pracy „Concentration Camps in Nazi Germany: The New Histories”.„Fot. East News, materiały prasowe” Naziści na wygnaniu - nieznana historia Sicario Film sensacyjny Niedoświadczona, próbująca przestrzegać reguł agentka FBI bierze udział w operacji zlikwidowania bossa meksykańskiego kartelu narkotykowego.
Chociaż od czasu oficjalnego zakończenia drugiej wojny światowej mija 70 lat, to hitlerowcy stale nie pozwalają o sobie zapomnieć. Dowodów nie trzeba daleko szukać. Jeszcze pod koniec marca (!) okazało się, że archeolodzy znaleźli w środku argentyńskiej dżungli dziwne bunkry, które najprawdopodobniej miały być schronieniem dla nazistowskich oficjeli. Ale w zasadzie nie ma się czemu dziwić. Tuż po zakończeniu największego konfliktu w dziejach świata za zbrodniarzy wojennych uznano 160 tys. ludzi. Jedynie 60 tys. stanęło przed sądem, a jedną trzecią skazano. Liczby mówią same za siebie. Niemieccy zbrodniarze uciekali przed karzącą ręką sprawiedliwości najdalej, jak tylko mogli. I wcale nie szło im to najgorzej. Wielu z nich do tej pory uniknęło sądu. Przyjrzyjmy się bliżej znalezisku ekipy naukowców z Buenos Aires, którzy zaczęli węszyć w dżungli głównie ze względu na lokalne legendy. Do odkrycia doszło na terenie parku Tey Cuaré, nieopodal siedmiotysięcznego miasteczka San Ignacio. Jak relacjonuje argentyński dziennik „Clarín”, żeby dojść do bunkrów, trzeba się wspinać stromymi ścieżkami, a drogę torować przy użyciu maczet. Po dotarciu na miejsce podróżnik zobaczy trzy budynki, których ściany mają grubość kilku metrów. To lokale mieszkalne i magazynowe, ale wśród nich można znaleźć nawet punkt widokowo-obserwacyjny. Z jednej strony, gęsta dzika dżungla, z drugiej - granica z Paragwajem, którą można było w każdej chwili błyskawicznie przekroczyć. Tak na wszelki wypadek. - To miejsce dogodne do obrony, trudno dostępne, gdzie można żyć w ukryciu. Wierzymy, że znaleźliśmy schronienie nazistowskich liderów - powiedział Daniel Schávelzon z Uniwersytetu w Buenos Aires Agencji Reutera. W okolicy znaleziono niemieckie monety z lat 1938-1941 oraz porcelanę opatrzoną wymownym podpisem „Made in Germany”. Naukowcy podkreślają, że wybudowanie schronu wymagało wiele wysiłku, a rozwiązania architektoniczne na pewno nie były stosowane przez miejscowych. Jak relacjonuje „Clarín”, budynki powstały w pierwszej połowie 1940 r., ale najprawdopodobniej nikt nigdy ich nie zamieszkiwał. Dlaczego? Bo wcale nie było takiej potrzeby. Argentyna za czasów rządów Juana Domingo Peróna z otwartymi rękami przyjmowała zbrodniarzy wojennych III Rzeszy. To dlatego oni tak chętnie tam wyjeżdżali, w końcu to miejsce dawało im poczucie bezpieczeństwa. Jechali, mimo że podróż wcale nie należała do najlżejszych - w końcu Berlin od Buenos Aires dzieli (w linii prostej) grubo ponad 11 tys. km. O powojenny los swoich kolegów z SS najprawdopodobniej postanowił zadbać już sam Heinrich Himmler, który osobiście odpowiadał za eksterminację Żydów w Europie. Jak głosi plotka, to on zajął się organizacją słynnej, a zarazem owianej tajemnicą, organizacji ODESSA (Organisation der ehemaligen SS-Angehörigen, czyli Organizacja Byłych Członków SS). Choć niektórzy badacze twierdzą, że działalność tej tajnej siatki jest tylko mitem, a w rzeczywistości za ewakuacją brunatnych przestępców tak naprawdę stali Amerykanie i Watykan. Opinię sceptyków zostawmy jednak z boku i przyjrzyjmy się samej działalności ODESS-y. Jak nietrudno się domyślić, jej głównym zadaniem była organizacja operacji przerzutu Niemców, a także nazistów innych narodowości, w bezpieczne miejsce, czyli do Ameryki Południowej oraz do krajów arabskich. Do przeprowadzenia takiej akcji trzeba było środków finansowych, których niedługo po zakończeniu wojny hitlerowcom nie brakowało. Tyle że te bajeczne bogactwa - przynajmniej jeśli chodzi o ucieczkę za ocean - trzeba było w jakiś sposób przerzucić przez Atlantyk. Nie było to tak proste jak dziś - w końcu system bankowych operacji międzynarodowych SWIFT powstał dopiero w 1973 r. Potrzebne było do tego wsparcie przychylnego rządu. Kooperacja finansowa między III Rzeszą a Argentyną zaczęła się jeszcze podczas wojny. Mowa zarówno o niemieckich koncernach i bankach, jak i majątku prywatnym. Już w 1942 r. Joseph Goebbels zdeponował ponad 12,8 mln dol. w jednym z banków Buenos Aires. Zresztą, jeśli chodzi o lokowanie środków, dla hitlerowców Argentyna była numerem dwa zaraz po Szwajcarii. Nazistowskie okręty podwodne miały często lądować nocą przy ujściu Rio de la Plata (przy nim leży Buenos Aires). Podobno były po brzegi wypełnione złotem, srebrem oraz diamentami, których strzegli niemieccy agenci. Silvano Santander, publicysta i poseł argentyński, stwierdził w 1955 r., że w czasie upadku III Rzeszy do jego kraju trafiło bogactwo o wartości 8 mln amerykańskich dolarów. Najprawdopodobniej te wiadomości są wyssane z palca, ale przecież w każdej plotce kryje się ziarnko prawdy...Wróćmy jednak do domniemanej działalności ODESS-y i osób, które były objęte gwarantowaną przez nią ochroną. Chociaż nie ma pewności, czy organizacja założona przez Heinricha Himmlera rzeczywiście istniała, to jedno jest jasne jak słońce: zbrodniarze hitlerowscy uciekali ze Starego Kontynentu najczęściej przez Włochy. W praktyce miały im pomagać Międzynarodowy Czerwony Krzyż, Watykan i Amerykanie. Taką tezę lansuje w swojej książce Gerald Steinacher, historyk z Południowego Tyrolu, autor książki „Naziści w ucieczce. Jak nazistowscy zbrodniarze wojenni w latach 1946-1955 uciekali przez Włochy za morze”. Początek drogi nazistowskich uciekinierów zaczynał się głównie w Austrii i na południu Niemiec. Jeśli weźmiemy pod uwagę to, że było tam pełno uchodźców - jeńców wojennych, Żydów czy ludzi wysiedlonych, którzy po koszmarze wojennym szukali lepszego jutra - wcale nietrudno było wtopić się w tłum hitlerowskim oprawcom. Kluczem do wolności okazała się przełęcz Brenner na granicy austriacko-włoskiej. Z biegiem czasu trasa uciekinierów doczekała się konkretnego określenia. Nazywano ją linią szczurów albo klasztornym szlakiem. Tę drogę ucieczki wybrało 90 proc. nazistowskich zbrodniarzy. Na całym procederze zarabiali przede wszystkim górale, którzy doskonale znali trasę przez Alpy. „W przypadku Żydów przewodnicy czekali, aż zbierze się sześć osób, które przeprowadzano za ryczałtową opłatę 4 tys. szylingów. Znani narodowi socjaliści musieli zapłacić znacznie więcej: po tysiąc szylingów na głowę” - pisze Steinacher. Zdarzało się, że po drodze, w tym samym miejscu, nocowali Żydzi zmierzający do Palestyny i ich oprawcy z czasów drugiej wojny światowej. Rzesze zbrodniarzy znajdowały schronienie głównie na terenie Tyrolu Południowego (inna nazwa to Górna Adyga, region w północnych Włoszech przejęty od Austrii po I wojnie światowej) ze względu na niemieckojęzyczną ludność, która przychylnie spoglądała na uciekających hitlerowców. Uciekinierzy podszywali się pod miejscowych, bo na ich korzyść działał układ Mussoliniego z Hitlerem zawarty jeszcze w roku 1939. Porozumienie zakładało, że miejscowi Niemcy mogli zrzec się włoskiego obywatelstwa i przenieść się na tereny III Rzeszy. Po wojnie ci ludzie byli formalnie bezpaństwowcami, którzy dysponowali prawem do paszportów Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Z punktu widzenia hitlerowskich zbrodniarzy uciekinierów nie mogło być lepiej. Zresztą burmistrz miejscowości Tramin pomagał w ewakuacji. Wystarczyło wystawić nazistom dokumenty z nową tożsamością. A włodarz dysponował oczywiście odpowiednią ilością czystych blankietów. Swoje trzy grosze do sprawy dorzucił też Perón. On też pomagał hitlerowcom zacząć drugie życie. Zgodnie z informacjami zawartymi w archiwach tajnych służb z Chile i Brazylii argentyński prezydent miał sprzedać 10 tys. niewypełnionych paszportów ODESS-ie. Poza tym, odkąd w 1938 r. Perón trafił na Stary Kontynent jako obserwator wojskowy, wcale nie krył swojego zafascynowania narodowym socjalizmem czy autorytarnym kultem Benita Mussoliniego. Ale nie tylko przywódca Argentyny przyłożył rękę do pomocy zbrodniarzom. Jeszcze na rok przed zakończeniem wojny amerykański wywiad wnioskował, że władze Międzynarodowego Czerwonego Krzyża były sterowane przez niemiecką agenturę. Organizacja musiała wiedzieć o masowej zagładzie przeprowadzanej przez Niemców najpóźniej w roku 1943. Jak wiadomo, MCK nie uczynił jednak nic, by pomóc ofiarom hitlerowców. „Jest relatywnie jasne, że Paul Ruegger, prezydent Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża, wiedział o nadużyciach. Był wielkim germanofilem, podobnie jak jego poprzednik Carl Jacob Burckhardt. Obaj nastawieni byli antysemicko. Pewne sympatie dla sprawy nazistów w MKCK z pewnością istniały” - stwierdził Gerald Steinacher w wywiadzie dla niemiecko-austriackiej telewizji 3Sat. Jakie było oficjalne stanowisko MKCK? Organizacja podkreślała, że konwencja genewska (to ona wprowadziła w 1864 r. Czerwony Krzyż do prawa międzynarodowego) dotyczyła jedynie jeńców wojennych. Ale nawet jeśli weźmiemy pod uwagę potencjalny antysemityzm kierownictwa i germanofilię, o których mówił Steinacher, to pozornie trudno zrozumieć zaangażowanie w pomoc dla nazistów Amerykanów czy Watykanu. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że tuż po zakończeniu drugiej wojny światu groził kolejny konflikt zbrojny. I to najprawdopodobniej taki, o jakim nikomu się dotąd nie śniło. Tym razem na linii Stalin - reszta świata. Władze kościelne doskonale zdawały sobie sprawę z zagrożenia, jakie niósł ze sobą komunizm. A zbrodniarze hitlerowscy byli przecież specjalistami od walki z czerwoną zarazą. Wiedzieli o tym nie tylko każdym razie tuż po zakończeniu wojny sporą rolę w całym procederze na pewno odegrał austriacki biskup Alois Hudal, autor książki „Fundamenty narodowego socjalizmu”, którą zadedykował Führerowi. Duchowny liczył, że uda mu się sprowadzić hitlerowskie Niemcy na katolicyzm. Ba, dostał nawet złotą odznakę partyjną NSDAP. I najwidoczniej wcale o tym nie zapomniał, kiedy wojna się skończyła. W tym czasie Watykan powołał do życia instytucję Pontifica Commissione Assistenza, która przyznawała dokumenty tożsamości. Co prawda były one respektowane jedynie w kilku krajach, niemniej realnie przyczyniły się do pomocy w ucieczce nazistowskich zbrodniarzy. Jeden z listów polecających tej instytucji załatwił sobie sam Adolf Eichmann, zbrodniarz, który zajmował się koordynacją i wykonaniem planu ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej. Za Eichmanna poręczył ks. Eduard Dömöter - bliski współpracownik biskupa Hudala. Z kolei sam Hudal pomagał z ramienia Watykanu internowanym Niemcom w ramach Assistenza Austraica. Ale w tym wypadku „pomoc” nie jest najlepszym określeniem. Mówiąc wprost: biskup ratował zbrodniarzy wojennych przed sądem. W jego domu ukrywało się nawet pięciu zbiegów jednocześnie. To duchowny zorganizował ucieczkę Franza Stangla, Austriaka, który był komendantem obozów śmierci w Treblince i Sobiborze. Pomoc Hudala jest na tyle gorącym tematem, że historycy do tej pory dyskutują, czy o całym procederze wiedzieli papież Pius XII i jego następca Paweł VI - duchowny, który nadzorował działalność Pontifica Commissione. Najprawdopodobniej wiedział. Amerykanie pewnie też, skoro załatwiali swoim agentom ewakuację tą samą drogą, którą uciekali zbrodniarze wojenni. Zapewne świat do tej pory nie rozliczyłby wielu zbrodniarzy, którym udało się zbiec z Europy, gdyby nie działalność dociekliwych historyków i ludzi określanych mianem łowców nazistów. Chyba najsłynniejszym z nich był Szymon Wiesenthal, człowiek, który na własnej skórze odczuł Holokaust, a za cel swojego życia obrał odnalezienie ukrywających się hitlerowców. To on doprowadził do ujęcia i osądzenia Adolfa Eichmanna. I to on odkrył ODESS-ę. - Na jego trop [Eichmanna - red.] wpadłem w 1953 r. i nikt mi wtedy nie wierzył. Dopiero w 1959 r. zaczęto mówić o tym w Izraelu, poza tym jeden prokurator niemiecki zawiadomił rząd Izraela o tym, że Eichmann prawdopodobnie ukrywa się w Argentynie - wspominał Wiesenthal w wywiadzie udzielonym w 1999 r. dla magazynu „Nigdy Więcej”. - Był bardzo zdyscyplinowany i ślepo wierzył partii, jestem pewien, że gdyby jego przełożony powiedział: Weź książkę telefoniczną i zabij wszystkich ludzi na „P” lub na „K”, to on by to zrobił. Eichmann został osądzony i powieszony przez władze Izraela. Agenci Mosadu dopadli go 11 maja 1960 r. w Buenos Aires. Oficjalnie nazywał się wtedy Riccardo Klement. Wpadł, bo czuł się na tyle pewnie, że ułatwiło to agentom porwanie - oficjalnie Argentyna nie zgodziłaby się na ekstradycję. W każdym razie Eichmann podszedł do mężczyzny, który naprawiał samochód nieopodal jego domu. Kiedy tylko znalazł się obok nieznajomego, ten wciągnął go do rowu. Stamtąd został zabrany na lotnisko i błyskawicznie przetransportowany do Jerozolimy. Wyrok śmierci wykonano 1 czerwca 1962 r. Prochy zbrodniarza wysypano do morza, by nikt nigdy nie mógł postawić mu pomnika. Ale wielu kolegów Eichmanna miało o wiele więcej szczęścia. Wśród tych, którzy wymknęli się wymiarowi sprawiedliwości, był chociażby Aribert Heim, którego więźniowie obozu KL Mauthausen--Gusen, ze względu na wyjątkowy sadyzm, nazywali Doktorem Śmierć. - Dr Heim miał zwyczaj sprawdzać stan uzębienia ofiar. Jeśli ktoś miał zdrowe zęby, wtedy doktor uśmiercał go zastrzykiem, odcinał głowę, zostawiał ją w krematorium na parę godzin, żeby odpadły z niej wszystkie miękkie części, a później preparował czaszkę dla siebie albo znajomych, aby służyła jako ozdoba biurka - zeznał Josef Kohl, jeden z więźniów, który przeżył obóz. Psychopata i sadysta pokroju Heima przeżył wojnę i przez lata zwodził wymiar sprawiedliwości i łowców nazistów. Po latach okazało się, że podobno zmarł w 1992 r. w Egipcie na raka odbytu. Odkąd dowiedział się, że jest poszukiwany, ukrywał się w Ameryce Południowej, na Bałkanach i w Danii, by wylądować w Egipcie. Miał przejść na islam i zmienić nazwisko na Tarek Farid Husajn. Ale nie on pierwszy i nie ostatni przez lata zwodził organy ścigania.

Karolina Lewicka. Joseph Goebbels Foto: PAP. „Niemcy w III Rzeszy żyli w krainie iluzji, owładnięci kilkoma zasadniczymi ideami, o których jeden z teoretyków propagandy NSDAP pisał, że

Opublikowano: 2015-05-10 12:20:22+02:00 · aktualizacja: 2015-05-11 12:19:50+02:00 Dział: Historia Historia opublikowano: 2015-05-10 12:20:22+02:00 aktualizacja: 2015-05-11 12:19:50+02:00 fot. wkipedia/ Adrian Grycuk/CC BY-SA pl W koszalińskiej delegaturze szczecińskiego IPN powstaje lista osób biorących udział w eksterminacji w niemieckim nazistowskim obozie zagłady w Treblince. Zamordowano tam ok. 750 tys. osób, głównie Żydów, ale także Polaków oraz osoby innych narodowości. Śledztwo IPN dotyczy ludobójstwa dokonywanego od lipca 1942 r. do 1944 r. przez funkcjonariuszy niemieckich władz okupacyjnych. Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Warszawie wszczęła je w 2005 r., a koszalińska delegatura przejęła je dwa lata temu. Głównym zadaniem śledztwa jest ustalenie sprawców, którzy dokonywali aktów ludobójstwa w obozie Treblince i w tamtejszym obozie karnym — mówi PAP prokurator prowadzący śledztwo Krzysztof Bukowski. W opinii Bukowskiego, tworzenie list załogi zespołu obozów jest zdecydowanie łatwiejsze niż poznanie ich ofiar. Jak przyznał, udało się już ustalić „w miarę pełne” listy esesmanów i wachmanów; to ok. 40 esesmanów niemieckich i austriackich, a także ok. 120 wachmanów, w większości narodowości ukraińskiej, ale także rosyjskiej i litewskiej. Zdecydowana mniejszość załogi obozu została po wojnie osądzana — mówi Bukowski. Żadnej kary śmierci sądy niemieckie i austriackie, do których dotarłem, nie orzekły. Z informacji, które posiadam wynika, że sąd ZSRR wydał na jednego z wachmanów wyrok śmierci, który wykonano — dodaje. Najtrudniejszą rzeczą jest jednak próba stworzenia listy osób, które straciły tam życie — mówi prokurator. Całe transporty przybywające do obozu zagłady nie były spisywane, a więźniom nie przydzielano numerów. Tam ludzie trafiali tylko w jednym celu, mieli być uśmierceni — dodaje. Jak zeznał jeden ze światków, Niemcy prowadzili jakąś formę ewidencji, ale została ona prawdopodobnie zniszczona - mówi Bukowski. Spośród ok. 750 tys. zamordowanych więźniów różnej narodowości udało się przywrócić tożsamość ponad stu. Znanych z imienia i nazwiska, a także miejsca pochodzenia, mamy niewiele osób, to łącznie ponad sto nazwisk z całego kompleksu obozowego. Udało się ją ustalić na podstawie wcześniejszych zeznań osób, które już niestety nie żyją. Niedawno przesłuchaliśmy ostatniego uczestnika powstania, które wybuchło w obozie w sierpniu 1943 r., i uzyskaliśmy od niego trochę nowych informacji — powiedział prokurator. Poznanie dużej liczby ofiar jest raczej niemożliwe — ocenił Bukowski. Miejmy nadzieję, że po wyrokach na oprawców, które otrzymujemy, a wydane zostały po wojnie przez sądy niemieckie, austriackie i polskie, ta liczba się jednak zwiększy — dodał. Zdaniem Bukowskiego, 750 tys. ofiar zamordowanych w Treblince to jedynie szacunkowa liczba, która może być w rzeczywistości wyższa. W niektórych opracowaniach mówi się nawet o 915 tys. ofiar — zaznaczył. Liczba ofiar obozu jest uśredniona. Oszacowano ją na podstawie listów przewozowych, które uratował przed zniszczeniem jeden z kolejarzy polskich — wyjaśnił prokurator. Do obozu wjeżdżały osoby, które miały imię, nazwisko, rodzinę i uczucia, a później po przejściu męki, poniżenia i upodlenia nie zostawało z nich nic. Nawet popiół, który został z ich ciał po spaleniu, był rozbijany i przysypywany piaskiem — dodał Bukowski. Ostatnio z materiałów archiwalnych uzyskałem relację osoby, która opisywała, jak wyciągała z komory gazowej ciało Janusza Korczaka i dzieci, którymi się opiekował — mówi. ansa/PAP Polecamy książkę profesora Donalda McKale’a pt.„Naziści. Na celowniku sprawiedliwości”. Jest to przenikliwa analiza losów nazistów po II wojnie światowej. Z płynnej i precyzyjnej narracji wyłania się wstrząsająca opowieść o gorzkim kontraście między długoletnimi cierpieniami ofiar a beztroskim życiem zbrodniarzy. Publikacja dostępna na stronie:

Ten film rozpowszechnia na swoim kanale na Telegramie także rosyjski propagandysta i dziennikarz Władimir Sołowjow i do tej pory został obejrzany prawie 400 000 razy (stan na 25.11.2022). Niemalże od początku inwazji Rosji na Ukrainę hakerzy głównie skupieni wokół kolektywu Anonymous przeprowadzali szereg ataków na rosyjską infrastrukturę. Wszystkie te działania mocno psuły Kremlowi krew. Jednak tym razem to Rosjanie postanowili odpowiedzieć w podobnym stylu, publikując materiał wideo, który to na swoim Twitterze podała dalej Nexta. ⚡️#Russian hackers Killnet announced the launch of a global cyber attack on the #US, #UK, #Germany, #Italy, #Latvia, #Romania, #Lithuania, #Estonia, #Poland and #Ukraine. — NEXTA (@nexta_tv) May 16, 2022 "Naziści i rusofoby" W udostępnionym filmie rosyjscy haktywiści mówią o "znoszeniu ataków nazistów i rusofobów" oraz byciu przez nich obrażanymi. Ponadto, dodają, że "rosyjski cyberspecnaz podejmuje zadanie walki za Rosję". Warto podkreślić, że nie jest to pierwsze tego typu działanie rosyjskich hakerów - szczególnie w ostatnim czasie. O ile przez ostatnie miesiące słyszeliśmy głównie o działaniach "zamaskowanych", tak ci odpowiadali tym samym, ale na o wiele mniejszą skalę. Poza tym jeszcze przed wojną głośno było o różnych próbach, a jeszcze w marcu "skanowali amerykański system energetyczny", co mogłoby doprowadzić do ataku na większą skalę. Wśród wymienionych przez Killnet państw znajdują się Stany Zjednoczone, Wielka Brytania. Niemcy, Włochy, Łotwa, Rumunia, Litwa, Estonia, Polska oraz Ukraina. Kilka dni temu pisaliśmy o tym, że grupa Anonymous zapowiedziała zintensyfikowanie działań przeciwko firmom powiązanym z Kremlem. Źródło:
RT @tvn24CnB: Znalazł się na celowniku władzy, bo krytykował zmiany w wymiarze sprawiedliwości. Waldemar Żurek i machina państwa, która poszła w ruch wobec niezależnego sędziego - to pokazaliśmy dziś czarno na białym. Reportaż @Mgordziewicz w TVN24 GO!
Podstawowy cel istnienia serwisów społecznościowych jest oczywisty i wynika niejako z samej definicji. Serwis, czy też portal społecznościowy, to interaktywna witryna internetowa, która jest współtworzona przez osoby wykazujące podobne zainteresowania. Społeczności tworzące grupy nieformalne na takich witrynach są bardzo różne. Wybory 2023. Minister i podlaski kandydat Prawa i Sprawiedliwości na posła Jacek Sasin przyjechał do Supraśla głównie po to, aby wypromować nową kartkę pocztową z wymyślonej przez siebie serii 'Zniszczenia wojenne'. Przy okazji oznajmił, że to Niemcy, a nie 'żadni naziści, narodowi socjaliści, hitlerowcy' są winni zbrodni na narodzie polskim. Emigranci na celowniku. Władze Polski Ludowej wobec wychodźstwa Wydawnictwo: LTW Data wydania: 2012-01-01 Data 1. wyd. pol.: 2012-01-01 Liczba stron: 360 Czas czytania 6 godz. 0 min. Język: polski ISBN: 9788375652253 Tagi: Krzysztof Tarka emigracja PRL II Wojna Światowa Sosabowski Anglia Sprawa Tułajewa – sprawdź opinie i opis produktu. Zobacz inne Historia i literatura faktu, najtańsze i najlepsze oferty. .