polski arabski niemiecki angielski hiszpański francuski hebrajski włoski japoński holenderski polski portugalski rumuński rosyjski szwedzki turecki ukraiński chiński francuski Synonimy arabski niemiecki angielski hiszpański francuski hebrajski włoski japoński holenderski polski portugalski rumuński rosyjski szwedzki turecki ukraiński chiński ukraiński Wyniki mogą zawierać przykłady wyrażeń wulgarnych. Wyniki mogą zawierać przykłady wyrażeń potocznych. ne voit pas ne pouvait pas voir ne voyais n'apparaît On voit pas il n'y avait aucune ne voyait pas ne se voit ne voit rien On ne voyait Nocą nie było widać pustyni, która otacza Las Vegas. La nuit, on ne voit pas le désert qui entoure Las Vegas. Drutów przy bombie pułapce nie było widać. Pamiętam, gdy mgła wisiała nisko i nie było widać słońca, ale czuło się jego ciepło. Je me rappelle quand il y a eu ce brouillard bas, on ne pouvait pas voir le soleil, mais on pouvait sentir sa chaleur. Prawie nic nie było widać, a tu nagle ten gość stoi na środku drogi. Je conduisais, je ne voyais rien, et cet homme était planté au milieu de la route. Możesz zrobić tak, żeby nie było widać siniaków? Arrangez-vous pour qu'on ne voit pas les bleus. Więc nie było widać oddechu. Pośród dymu nic nie było widać. Na granatowym mundurze krwi nie było widać. Avec un uniforme bleu foncé, ça ne se voit pas. Wejdź pod biurko, żeby cię nie było widać. Cache-toi sous le bureau, ils ne te verront pas. Był tak duży, że nie było widać czubka. Rosną do liczby, dopóki nie było widać, że całe polecenie ucieka. Ils ont augmenté en nombre jusqu'à ce que l'on vit que toute la commande était en fuite. To martwy punkt, więc nic nie było widać. To dokładnie czuła Olivia za każdym razem, gdy ją tam uderzałeś, żeby nie było widać siniaków. Ce qu'Olivia ressent à chaque fois que vous la frappez. à cet endroit pour que ça ne se voit pas. Ecoutez-moi bien. Szukam kogoś, kogo nie było widać. To ma sens, ale nie było widać nic na tomografii, więc zleciliśmy kolejną. Ça semble logique, mais ça n'apparaît pas sur le scan. On va lui en faire passer un autre. Niebo było czyste, bez jakiejkolwiek chmury, nie było widać zbliżającej się burzy. Pourtant le ciel était clair, sans un seul nuage en vue et on ne voyait pas d'orage. Przestaw samochód, żeby go nie było widać. W mojej ławce tego nie było widać. A co najważniejsze, w ciągu kilku lat naszych badań, nie było widać żadnej poprawy. Et le plus important s'est passé durant l'année de l'étude, on n'a observé aucune amélioration dans la durée. Z góry nie było widać, które twarze wyglądały na zarażone. Nie znaleziono wyników dla tego znaczenia. Wyniki: 140. Pasujących: 140. Czas odpowiedzi: 215 ms. Documents Rozwiązania dla firm Koniugacja Synonimy Korektor Informacje o nas i pomoc Wykaz słów: 1-300, 301-600, 601-900Wykaz zwrotów: 1-400, 401-800, 801-1200Wykaz wyrażeń: 1-400, 401-800, 801-1200
- To był dom wolnostojący, z przybudówką albo garażem, w którym był kanał, do którego (Hindus - red.) został wrzucony i czymś przykryty, żeby nie było go widać – mówił "JanekŚlady kopania na plecach wskazują że atakujący próbował wepchnąćThe kicks to the back were the attacker's attempt… to że będzie Szczęśliwego Nowego Dziecka?We will blow them up andcheat the old-man side to the wall… so we can't see it. And then change the word"year"…- so it says"Happy New Baby?In the fighting scenes we hold it and you can't see it because we move so the coat stand Aunt Eulaliagave me can go over there where you can't see we won't see them anymore. When you see something like that just take your brush and just dab at foldery to: repu10 repu12 repu12e6 repu15 repu15e6 repu18 repu18e6- trzeba sobie samemu poprzenosić obecne malowania do odpowiednich folderów boNew folders are: repu10 repu12 repu12e6 repu15 repu15e6 repu18 repu18e6- you need to move paints to correct folder by yourself-You couldn't see it from the jednej ze scen posadziłem go w bujanym fotelu widząc kołyszący się fotel widzowie wiedzieli że on tam jest mimo że nie byłogo one scene I made him sit in a rocking chair so by the movements of the chair the audience would realise he was there although there was no sign of his presence. Wyniki: 973, Czas:
Jedną z kluczowych przyczyn są geny. Jeśli któryś z rodziców miał problem z pękającymi naczynkami, szanse, że skłonność ta wystąpi u dzieci, wynoszą 40%. A jeśli problem ten dotyczy obojga rodziców, prawdopodobieństwo, pojawienia się pajączków u potomstwa, wzrasta aż do 90 %. Z wielu badań wynika, że zaburzenia
Uwaga: gwałt, samobójstwo, przemoc, znęcanie Depp & Amber Heard zaczęli się ze sobą spotykać w 2012 roku i wzięli ślub w lutym 2015 roku. Amber wniosła o rozwód w 2016 roku dodając, że znęcał się nad nią fizycznie. Potem wyciekło kilka zdjęć Amber z siniakami i to ludziom wystarczyło, żeby zmieszać Johnnego z błotem i zniszczyć jego karierę. Chyba, że czytaliście mój post z 2016 roku w którym wprost napisałam wam, że to Amber jest winna i robi to żeby zyskać na sławie i dostać jego pieniądze. Johnny oskarżył potem Amber o zniesławienie za $50 milionów przyznając, że to on był ofiarą przemocy domowej. ONA znęcała się nad nim. Powiedział, że ustawiła wszystkie te zdjęcia i dowody i że to ona go zdradzała. Wszystko to opisałam wam w poście z 2016 roku. ZDJĘCIA/ FILMIKI JEJ SINIAKÓWW 2016 roku Amber opublikowała takie zdjęcie twierdząc, że Johnny ją pobił. W 2019 roku dowiedzieliśmy się, że mają informacje kiedy i gdzie te zdjęcia zostały zrobione. Wiecie jak zrobicie screena jakiegoś zdjęcia to automatycznie jego data ulega zmianie. To właśnie dzięki tym informacjom sąd zaczął uważać, że Amber kłamie i że dowody są sfałszowane. Pisałam wam w poście, że jednego dnia robiła zdjęcie z siniakami, a na drugi dzień albo nawet w ten sam dzień kiedy pojawiała się publicznie, już ich nie miała. Np tutaj macie zdjęcie z marca 2015 przed dniem w którym to zdjęcie zostało zrobione Amber przyznała, że Johnny uderzył ją w twarz kiedy miała na sobie kolczyki. To czemu dzień później wygląda ok i nie ma ani jednego siniaka?W grudniu 2015 roku pojawiła się w show Jamesa Cordena. W sądzie powiedziała, że w tym czasie miała 2 złamane żebra, napuchnięty nos i usta, 2 siniaki pod okiem. Co dziwne w programie wygląda świetnie i nie widać nawet śladu. Do tego mówiła bardzo płynnie jak na kogoś kto ma połamane dwa żebra. Możecie powiedzieć, halo ale przecież makijażysta mógł to zakryć. Ok, z tym, że on sam zeznał, że nie widział na jej twarzy siniaków. Jak na kogoś ze złamanymi żebrami to dosyć szybko i płynnie się poruszała. Zobaczcie sami (X)NAGRANIE NA KTÓRYM AMBER MÓWI, ŻE BIJE JOHNNEGONa nagraniu Amber mówi wprost, że uderzyła go, że powinien dorosnąć i przestać zachowywać się jak dziecko. Potem zeznała, że zaczęła to wszystko bo Johnny zadzwonił do Travisa i mu o wszystkim opowiedział. Potem Amber zaczęła go wyśmiewać. Tutaj postaram się wam jakoś to przetłumaczyć: “J: Po tym jak znęcałaś się nade mną fizycznie napisałem do Travisa. Napisałem, żeby tu przyszedł bo bałem się, że zrobisz mi coś poważnego. A: *wyśmiewanie* Travis przyjdź tu i mnie uratuj. Ja z nikim nie rozmawiałam. Chcesz to idź mu zw**ić. Mam to gdzieś. Ty sam nie wiesz o co ci Wiem o co mi chodzi, mówiłem, żebyś powiedziała o wszystkim co robisz Travisowi, a potem uderzyłaś mnie w twarz pięścią, a potem twierdziłaś, że wcale tego nie zrobiłaś. A: Ja cię nie uderzyłam. pięścią w twarz. Przykro mi. Po prostu cię uderzyłam. J: Nie mów mi jak to jest być uderzonym pięścią w Nie uderzyłam cię pięścią! J: Miałaś zaciśniętą pięść. A jak tam twoje palce? Twoje biedne palce. A: Jesteś cholernym dzieckiem! Dorośnij!J: Bo ty zaczynasz przemoc fizyczną?A: Tak, zaczynam przemoc fizyczną. “Jeśli chcecie posłuchać pełnej wersji rozmowy, która trwa godzinę, to zapraszam tutaj (X)AMBER PRÓBOWAŁA OSKARŻYĆ JOHNNEGO O GWAŁTPojawiły się informacje, że Amber próbowała przespać się z Johnnym po ich kłótni i oskarżyć go potem o gwałt. Wszystko przez tą rozmowę poniżej i nagranie. Wszystkie te dowody również zostały dostarczone do sądu. Johnny Depp: “Amber nie czuła się zbyt dobrze więc zaproponowałem jej żeby położyła się spać na kilka godzin. Zabrałem ją do sypialni i pościelałem łóżko. Ona zaproponowała mi żebym się z nią położył i poprzytulał, ale odmówiłem. Poszedłem do salonu i zacząłem było bardzo emocjonalne wydarzenie”Gdyby wtedy do czegoś między nimi doszło miałaby dowody DNA dla sądu, że Johnny próbował ją zgwałcić, ale on się nie zgodził i już jakiś zupełnie inny level bycia GDZIE JOHNNY TRZASKA SZAFKAMI KUCHENNYMIJohnny pozwał wydawcę News Group Newspapers & redaktora naczelnego Dana Woottona za artykuł z 2018 roku w którym opisali jak Johnny znęca się nad Amber. Wszystko to publikował The w 2016 roku Amber oskarżyła Johnnego o przemoc domową TMZ wypuściło filmik zdenerwowanego Johnnego, który trzaska szafkami kuchennymi. Na bank ona sprzedała im ten filmik bo przecież sama go nagrywała. Prawnik Johnnego wrzucił pełną wersję nagrania gdzie widać jak Johnny zrzuca telefon Amber po tym jak zauważył, że ona to wszystko nagrywa. Spytał jej po co, a ona zaczęła się śmiać i z niego nabijać. Wtedy również wyszedł z pokoju i nie tknął jej nawet. Pełne nagranie macie tutajKiedy TMZ w 2016 roku opublikowało filmik, napisali to:Johnny Depp oszalał, rzuca butelkami, a ona to nagrywa. Amber spytała Johnnego czy wypił butelkę wina i starała się go uspokoić. Przeprosiła go też za coś. Johnny tego nie kupował i wyszedł z siebie. Rzucił butelką i telefonem Amber próbując go jej wyrwać. To wszystko pokazuje jedynie, że Amber powoli zbierała jedynie fragmenty nagrań i jakieś dowody, żeby wypuszczać je TMZ. Johnny w sądzie chciał jedynie bronić siebie i swojego imienia. Ona zrobiła to tylko dla większej promocji i pieniędzy. OPUSZEK PALCA U DŁONI JOHNNEGO ZOSTAŁ ODCIĘTYJohnny powiedział, że Amber odcięła mu opuszek palca kiedy rzuciła w niego butelką wódki, ale zeznał to dopiero w sądzie. Początkowo w szpitalu powiedział, że sam odciął go sobie nożem, ale lekarz mu nie uwierzył bo rana była zbyt głęboka i miał stłuczoną kość. Johnny POWIEDZIAŁ, ŻE SAM GO SOBIE OBCIĄŁ ŻEBY CHRONIĆ AMBER, w tym czasie ich problemy nie wychodziły na światło dzienne i nie chciał, żeby miała przez to problemy. Amber zmieniała swoją historię na temat palca 5 razy:on sam go sobie obciął nożemuderzył w ścianę i go sobie obiłobił go plastikowym telefonemjej tam wgl nie byłobyła tam, ale nie wie co dokładnie się stało. CZYLI CO JEST PRAWDĄ? To wszystko pokazuje, że Johnny od początku mówił prawdę i tylko jego wersja pokrywa się z tym co działo się naprawdę. Zeznał, że rzuciła w niego szklaną butelką, ale nie trafiła więc rzuciła ponownie szklanką i odcięła mu kawałek ciekawa jaka była jej reakcja gdy to się stało. Czy ona nie ma uczuć?Na tym zdjęciu dokładnie widać rozbite szkło i krew, Telefon o którym wspomniała Amber stoi natomiast nie ZROBIŁ KUPĘ NA ŁÓŻKO? Tak niestety dobrze czytacie. W 2016 roku Johnny napisał do Amber bo znalazł kupę na ich łóżku w LA. Powiedział, że wtedy się śmiał bo sytuacja wydawała mu się absurdalna. Potem mocno się pokłócili ponieważ Johnny spóźnił się dwie godziny na jej 30 urodziny. Amber zeznała, że Johnny rzucił w nią butelką szampana, natomiast Johnny mówił, że obudził się z odchodami na ich łóżku. Amber wyznała, że był to ich York, który zrobił kupę na łóżko. Potem wyciekło też zdjęcie i było widać, że to ludzka kupa. Johnny powiedział też, że żaden pies ważący 3-4kg nie zrobiłby takiej kupy. Zdjęcia możecie sobie poszukać w necie, ja was nie będę obrzydzać. Tutaj Amber ponownie zmieniała swoją historię 4 razy:najpierw mówiła, że to nieszkodliwy żartpotem, że nic takiego nie miało miejscapotem, że to Johnny to zrobiłNa końcu, że to wina ich psaJohnny na końcu dodał też, że po tym incydencie wiedział, że to koniec ich związku tutaj mogę też wam polecić pewien filmik na youtube (sama subskrybuje ten kanał). Jeśli interesuje was mowa ciała tak jak mnie i znacie angielski to zapraszam do oglądania jak gość demaskuje zachowania i kłamstwa Amber podczas AMBER ZEZNAWAŁA PRZECIWKO JOHNNEMUWhitney, siostra Amber zeznawała przeciwko Johnnemu i powiedziała, że on chciał zepchnąć ją ze schodów dlatego Amber chciała się bronić i go uderzyła. Potem nagle zmieniła zdanie i popierała raz ją, raz Johnnego. Więc niby czemu miałaby popierać agresora?Whitney potem powiedziała, że Johnny wyrzucił ją i musiała spać na podłodze swojego ciekawe dzień po tym jak proces się zakończył jej szef zeznał, że Whitney bała się, że Amber zabije Johnnego i że to Amber chciała zrzucić ją ze schodów. Dodał też, że Amber była okropna dla Johnnego i brutalnie się nad nim znęcała. Nie mogę uwierzyć, że broniła swojej siostry skoro nad nią też się znęcała. Śmieszne, że prawda zawsze wyjdzie na jaw. Potem robi się jeszcze gorzej. Prawnik Johnnego zdemaskował kłamstwa siostry Amber i wypuścił filmik, na którym kłóci się z siostrą, że ta próbowała ją uderzyć. Podobno było to jeszcze kiedy Amber nie była sobie go tutajCzyli wychodzi na to, że Amber jest agresywna w wielu sytuacjach względem różnych ludzi, nie tylko Johnnego. KATE JAMES, ASYSTENTKA AMBER, DEMASKUJE JĄKate James przyznała, że to ona opowiedziała Amber jej doświadczenia ze znęcaniem się seksualnym. Amber wtedy pożyczyła sobie jej historię i zmieniła tak żeby pasowała do jej sytuacji.“Zmieniła tą historię i przedstawiła jako swoją. To ja przeszłam coś takiego”Tutaj macie jej zeznania i fragmenty gdzie opisała jak zachowywała się Amber. Tutaj jest druga KTÓRE MÓWI, ŻE JOHNNY MÓGŁ PRÓBOWAĆ POPEŁNIĆ SAMOBÓJSTWO W lipcu 2016 Amber nagrała załamanie Johnnego, gdzie próbował sobie zrobić krzywdę. To, że go wtedy nagrywała sporo nam mówi. Widać, że od początku planowała zniszczenie go. Chciała użyć wszystkiego przeciwko początku nagrania słychać jak Johnny mówi:“Mój pieprzony nóż. Potnij mnie. Chcesz mnie pociąć? Tnij kiedy chcesz. Chcesz mnie gdzieś pociąć?”Amber odpowiada: “Czy chce cię pociąć?”A Johnny odpowiada: “Tak. Chcesz ramie? Klatkę? Gdzie chcesz? Gdzie chcesz mnie pociąć i zostawić ślad?”To jest strasznie jest tutaj: To by było na tyle. Historia Johnnego & Amber jest tak pokręcona i straszna. To jasne, że Amber coś knuła od samego początku. Pamiętajcie, że mężczyzna też może być ofiarą historia jest okropna i Amber jedynie utrudnia prawdziwym ofiiarom przemocy zdemaskować swoich oprawców. Dobrze, że chociaż przejdzie do histori jako kłamca, agresor i okrutna osoba. Miejmy nadzieję, że więcej propozycji filmowych nie dostanie. To wszystko pokazuje nam, że nie powinniście wierzyć we wszystko co pojawia się w mediach. Prawdziwe życie jest inne niż to kreowane w mediach. Ci celebryci mają swoje ciemne strony. Nie są idealni i robią wszystko dla chwili sławy. Wyciągnijcie z ich historii nauczkę i przestańcie we wszystko na ślepo wierzyć. Kontakt na niebieską linię: 800 120 002xoxo,Wasz ulubiony exposing- - - - - - - - - - - -Originally posted by exposingsmgYoutube: Polska, 1983 roku. W kraju wciąż obowiązuje, mimo zawieszenia, wprowadzony przez komunistyczne władze stan wojenny, mający na celu zduszenie solidarnościowej opozycji. 12 maja Grzegorz Przemyk, syn opozycyjnej poetki Barbary Sadowskiej, zostaje zatrzymany i ciężko pobity przez patrol milicyjny. Przemyk umiera po dwóch dniach agonii. Polish Arabic German English Spanish French Hebrew Italian Japanese Dutch Polish Portuguese Romanian Russian Swedish Turkish Ukrainian Chinese English Synonyms Arabic German English Spanish French Hebrew Italian Japanese Dutch Polish Portuguese Romanian Russian Swedish Turkish Ukrainian Chinese Ukrainian These examples may contain rude words based on your search. These examples may contain colloquial words based on your search. Po ciemku, żeby nie było widać z powietrza. Ale klapę zamknij, żeby nie było widać. Dlatego trzymam, żeby nie było widać krwi. Tylko żeby nie było widać kabla. No results found for this meaning. Results: 32031. Exact: 23. Elapsed time: 280 ms. Documents Corporate solutions Conjugation Synonyms Grammar Check Help & about Word index: 1-300, 301-600, 601-900Expression index: 1-400, 401-800, 801-1200Phrase index: 1-400, 401-800, 801-1200Warto powiększać tekst na tyle, by po bokach nie było widać marginesów bocznych – cały tekst zajmuje wówczas obszar roboczy, co pozwala na jego maksymalne powiększenie. Odpowiednio duża rozdzielczość i duży monitor pozwalają na kilkusetprocentowe powiększenie widoku roboczego. Chociażby z tego względu warto pokusić się o zakup
Kategoria: Druga wojna światowa Data publikacji: Żydzi nie potrafili chodzić po ulicach. Na widok wachy zawsze ogarniał ich paraliż, spuszczali wzrok, panie nasuwały kapelusik na twarz. Uczyłam ich, żeby nie spuszczać wzroku, zachowywać się pewnie. Kobiety – żeby iść prosto na szefa patrolu, zarzucić bioderkiem, uśmiechnąć się flirtująco. W czasie II wojny światowej kobiety na równi z mężczyznami zasilały szeregi konspiracji. „Każdy gdzieś należał” – przyznaje jedna z bohaterek książki Łukasza Modelskiego „Dziewczyny wojenne”. Barbara Wilczyńska-Sekulska potwierdza: „Każdy wstępował do tej organizacji, do jakiej miał dostęp”. Ona akurat miała dostęp do AK. Działała w batalionie Kiliński. Powszechny udział kobiet w działaniach konspiracyjnych sprawił, że musiały one opanować też sztukę unikania czyhających zewsząd niebezpieczeństw. Co robiły, by nie wpaść w ręce gestapo? Stałe, ale oczywiście nieformalne związki Niemców z Polkami czy Rosjankami były tak częste, że wśród urzędników Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy dorobiły się nawet specjalnego określenia „Ostehe”, czyli „wschodnie małżeństwo”. Legalna praca Pierwszy sposób wydaje się prosty, ale mógł być zadziwiająco skuteczny. Podstawą uniknięcia schwytania przez okupanta, niezależnie czy było się mężczyzną czy kobietą, było mianowicie… posiadanie legalnej pracy, najlepiej w jednym z okupacyjnych urzędów. O tym, jak ułatwiało to życie, opowiadała Balbina Szymańska-Ignaczewska z AK: Przed powstaniem pracowałam jako telegrafistka w PERUNIE, to była wówczas firma austriacko-niemiecka. Dzięki temu miałam przepustkę, która umożliwiała mi chodzenie po ulicach i ratowała przed łapanką. Potem dowiedziałam się, że wiele innych osób z podziemia też tam pracowało. Czasem jednak nawet mimo kamuflażu następowała dekonspiracja. W tej sytuacji jedyną możliwą opcją było ukrycie się. Znikano z oczu gestapo, nieustannie zmieniając konspiracyjne lokale. Można było także zamelinować się w jednym z licznych tajnych schowków, od jakich roiło się w okupowanej Polsce. Zobacz również:„Ksiądz się uparł i to nas zgubiło”. Najtragiczniejsze wesela w okupowanej Polsce5 najodważniejszych kobiet okupowanej Polski„Dobry Boże, ta dziewczyna ma jaja”. Czy to ona była najodważniejszą agentką II wojny światowej? Kryjówki i tajne przejścia Łukasz Modelski w książce „Dziewczyny wojenne” opisuje historię Haliny Rajewskiej, którą gestapo zabrało z jej domu w Szczebrzeszynie prosto z wesela. Tak naprawdę mogłaby właściwie uciec. W jej domu w było tajne przejście, prowadzące do miejscowego getta. Wykorzystywali je zazwyczaj Żydzi chcący wydostać się z zamknięcia. Tym razem wszyscy goście weselni przeszli nim w drugą stronę. Jak opowiadała Rajewska: Poleciałam szybko przez kuchnię, opuściłam podniesioną klapę i przydepnęłam, wyrównując ją z poziomem podłogi, aby nie było widać, że jest tam jakieś przejście. Niemcy tam nawet nie zajrzeli. Weszło ich czterech. Krzyczeli. Rzeczywiście tego rodzaju schowki, tajne przejścia, ukryte komórki znalazły się w czasie okupacji w zaskakująco wielu polskich domach. Zazwyczaj organizowano je na wsiach i mniejszych miasteczkach, ale nie brakowało ich też w miastach. 1941 rok, fotografia wykonana tuż przed ślubem Haliny Rajewskiej. Zdjęcie z książki „Dziewczyny wojenne” (Znak Horyzont 2017). Barbara Secomska, która w czasie wojny była małą dziewczynką, zapamiętała kryjówkę ze swojego mieszkania. „U nas też był w mieszkaniu specjalny schowek, gdzie można było się ukryć, żeby łatwo nie znaleźć, jakiś kawałek podwójnego muru, czy coś takiego” – wspomina. Nie były to miejsca do końca bezpieczne, ale w sytuacjach ekstremalnych pozwalały przez pewien czas przetrwać spalonym konspiratorom lub uratowanym Żydom. Bywały też składami broni i bibuły. Ciągłe przeprowadzki Innym, bardziej „miejskim” sposobem konspiratorek na uniknięcie aresztowania przez gestapo było regularne zmienianie miejsca zamieszkania. Członkowie podziemnych organizacji nie mieli szans na prywatność. Mieszkanie każdego z nich stawało się automatycznie lokalem konspiracyjnym, w którym mogli schronić się uciekinierzy. O tej niezwykłej konspiracyjnej gościnności przekonała się Magda Rusinek, żołnierz warszawskich grup likwidacyjno-dywersyjnych AK, tak zwanego Referatu 993/W. Bardzo szybko po zaprzysiężeniu musiała ona wynieść się z mieszkania, które dzieliła z babcią. Zatrzymała się u znajomych. Tak opowiada o panującej w nowym lokum atmosferze: W maju 1942 roku zaczęłam u nich mieszkać, zresztą z całym tłumem innych ludzi, poszukiwanych, Żydów, albo po prostu nieumiejących sobie radzić. Tłok był ogromny, ale mama Haneczki nigdy nikomu nie odmawiała. Magda Rusinek na zdjęciu z 1948 roku. Fotografia z książki „Dziewczyny wojenne” (Znak Horyzont 2017). Niestety także w mieszkaniu Haneczki młoda egzekutorka nie mogła zostać długo. Po serii zamachów, w których brała udział, była już poszukiwana. Zmieniała miejsca zamieszkania jak rękawiczki. Jak wspomina: Wtedy, w 1942, 1943 roku bardzo często zmieniałam miejsca pobytu, miałam kilka kompletów różnych dokumentów i zaczęłam się bardzo pilnować – aresztowano właśnie moją siostrę i ciotkę. Firma wykupiła je za straszne pieniądze. Szczęśliwie ani Marysia, ani ciotka niczego o mnie nie wiedziały. Marysi załatwiłam dobrą pracę – stenografię, dobre dokumenty i Arbeitskartę. Sztuka wojennego seksapilu W czasie wojny uroda i wdzięk często stanowiły dla kobiet raczej zagrożenie niż pomoc. Mogły jednak stać się także bardzo skuteczną bronią. Przekonała się o tym Ludwika Zachariasiewicz. Pracowała w Warszawie, w sklepie i salonie kosmetycznym. W jednym z pomieszczeń mieścił się tam skład nielegalnej bibuły. Pewnego dnia Zachariasiewicz usłyszała strzelaninę na ulicy. Zaciekawiona wychyliła się przez drzwi, ale cofnęła się natychmiast, gdy w pobliżu zobaczyła Niemców. Oni jednak też ją zobaczyli. Pobiegli za nią i weszli do sklepu. Ludwika Zachariasiewicz Tak opowiadała o całej sytuacji: – Wyjrzałam. Strzelaliście, to wyjrzałam! – tłumaczę się. Uśmiechnięta, wesoła. Usiadłam sobie na ladzie nonszalancko, zamiast przysiąść normalnie na krzesełku i być przestraszona. Z głupoty chyba byłam taka! Bo przecież nie z odwagi. I dalej ich kokietować! To ci Niemcy zaczęli się ze mną umawiać: „Czy mogę się z nimi spotkać?”. A ja zalotnie: – Z dwoma na raz to nie. Najwyżej najpierw z jednym, potem z drugim. – Co jest w drugim pokoju? A tam było pełno bibuły do wyniesienia, papiery na tapczanie przykryte kartonami – Jak czasem nie chce mi się iść do domu, to tam śpię, chcecie zobaczyć? – Nein – śmieją się. Od tej pory Ludwika ubierała się wręcz wyzywająco. Dbała o nienaganną, modną fryzurę i chodziła z pewnym, lekko flirtującym uśmiechem na twarzy. Niewątpliwie odróżniała się od większości działaczek. „Dziewczyny z konspiracji chodziły na płaskim obcasie, ja na wysokim. Malowałam się i zwracałam na siebie uwagę” – przyznaje. Tak ubierała się większość kobiet w okresie okupacji. Zdjęcie pochodzi z książki „Dziewczyny wojenne” (Znak Horyzont 2017). Oczywiście metody, po które sięgały dziewczyny z konspiracji, różniły się w zależności od powierzanych im zadań. Przenoszące broń czy bibułę łączniczki bardziej niż modą kierowały się względami praktycznymi, na przykład obszernością ubrań. Te, które rozpracowywały osoby przeznaczone do likwidacji, także z reguły wolały pozostać niezauważone, więc płaskie obcasy i skromny płaszcz sprawdzały się lepiej niż szpilki i krótka spódniczka. Lecz w tych przypadkach, gdy zdarzało im się odwoływać do seksapilu, stawał się on – całkiem dosłownie – zabójczy. Izabela Horodecka „Teresa” była członkinią jednego z najbardziej elitarnych oddziałów dywersyjno-egzekucyjnych Warszawy 993/W. Była twardą kobietą i w swoich wspomnieniach nie rozwodzi się przesadnie na temat garderoby czy makijażu. Nie ukrywa jednak, że kobiecość była standardową bronią na wyposażeniu pań z tego rodzaju formacji. Przydała się na przykład przy jednej z egzekucji, w której „Teresa” brała udział. Zabito wówczas niejakiego Lubarskiego w okolicach ulicy Pańskiej. Jak wspomina: Wymarsz nastąpił z mieszkania ppor „Kła”, położonego bardzo wygodnie w pobliżu ul. Pańskiej. Na mój słodki głosik, czterech drabów w składzie „Kieł”, „Sędzimir”, „Sokół” i jeszcze jeden – bez trudności zostało wpuszczonych do mieszkania delikwenta (…) Byłam bardzo zadowolona z tej akcji i aż porucznik „Porawa” musiał mnie uciszać, abym za głośno nie objawiała tej radości na ulicy. Używanie seksapilu czasem przychodziło kobietom intuicyjnie. Ale nie było to regułą. Ponieważ dowództwo Kedywu niekiedy całkiem wprost zalecało taką metodę podczas szkoleń, niektóre bardziej doświadczone konspiratorki prowadziły regularne kursy: jak być seksowną. Jedną z nich była Magda Rusinek. Nie wystarczała jej aktywność w oddziałach egzekucyjnych, więc podjęła współpracę z Żegotą. I to właśnie tam udzielała zarówno kobietom, jak i mężczyznom cennych „instrukcji”. Jak opowiada w książce Łukasza Modelskiego „Dziewczyny wojenne”: Moim zadaniem było przede wszystkim „opalanie” żydowskich dzieci i „nauka chodzenia” dorosłych. Żydzi nie potrafili chodzić po ulicach. Na widok wachy zawsze ogarniał ich strach, paraliż, spuszczali wzrok, panie nasuwały kapelusik na twarz. Uczyłam ich, żeby nie spuszczać wzroku, zachowywać się pewnie. Kobiety – żeby iść prosto na szefa patrolu, zarzucić bioderkiem, uśmiechnąć się flirtująco. Czym było wspomniane „opalanie” żydowskich dzieci? Określenie to należy potraktować dosłownie. Ukrywające się w piwnicach i innych zakamarkach maluchy zazwyczaj były tak blade, że natychmiast rzucały się w oczy. Rusinek chodziła więc z nimi na spacery, by nabrały kolorów. Ale także w przypadku porad dla dorosłych Magda trafiała w sedno. Seksapil niejednokrotnie ratował wówczas życie. Odmłodzić się (i zgrywać niewiniątko) Wcale nie chodziło przy tym o wyzywające zachowanie. Wielokrotnie wystarczała po prostu dziewczęcość. Bardzo młode dziewczyny robiły co mogły, by odmłodzić się jeszcze bardziej. Nosiły warkocze, pensjonarskie spódniczki, nie robiły makijażu… Za przykład mogła im służyć Rusinek, która sama była wówczas nastolatką. „Miałam 17 lat. Bardzo pomogło mi to, że byłam dziewczyną, w dodatku bardzo młodą, nikt nie widział we mnie agentki. Dzięki temu udawało mi się uzyskać informacje dla innych niedostępne. Nikt mnie nie podejrzewał” – przyznawała. Jeszcze dalej w tego rodzaju kamuflażu posunęła się Hala Chlistunow, kolejna bohaterka książki Modelskiego, która uczestniczyła w akcjach likwidacyjnych AK. Była wówczas o trzy lata starsza od Rusinek, ale podczas akcji stosowała podobny manewr: nabierała Niemców na wdzięk młodości. Tak opowiada o jednej ze swoich misji: „Obserwowałam Maszewskiego z tej kawiarenki – chłopcy długo nie mogli się zdecydować, czy zrobić to na zewnątrz, na ulicy, czy kropnąć go w domu. Udawałam dziewczynkę w chusteczce pod brodą i z bańką na mleko. Zresztą mleko przywoziłam rzeczywiście z Klarysewa, tylko wracając wkładałam do bańki biuletyn, albo notatki uniwersyteckie”. Wkrótce okazało się, że kamuflaż taki był bardzo skuteczny: Na placu Narutowicza nie było żadnego tramwaju, w ogóle dziwnie pusto. Ostatnią kolejkę do Klarysewa miałam tuż przed godziną policyjną spod Belwederu. Pomyślałam, że nie będę stała i czekała na tramwaj, postanowiłam iść. W wojskowych gmachach na Filtrowej też byli Niemcy, bunkier. Przede mną szedł młody człowiek. Szedł szybko, trochę nerwowo. Zapytałam go o godzinę, a on tak gwałtownie spojrzał na zegarek. Było w tym coś nienaturalnego. Zenobia Żurawska (po prawej), 1943 r. Zdjęcie pochodzi z książki „Dziewczyny wojenne” (Znak Horyzont 2017). Z okien zaczęli krzyczeć, wyskoczyli żandarmi i zatrzymali nas oboje. Pewnie gdzieś w pobliżu odbyła się jakaś akcja, ludzi nie było na ulicach, tramwaje nie jeździły. Przy tym chłopaku zaraz znaleziono broń. Na szczęście zachował się właściwie, powiedział dokładnie to, co ja: „Nie znam, widzę pierwszy raz w życiu, zapytała mnie o godzinę”. Byłam pewna, że nie wrócę do domu. Ale puścili, nawet do bańki na mleko nie zajrzeli. W trochę innej sytuacji znajdowała się niewiele starsza, choć wyglądająca poważniej od rówieśniczek Zenia Żurawska. Podobnie jak one, zajmowała się rozpracowywaniem ludzi podejrzanych o współpracę z Niemcami. O ile jednak Rusinek i Chlistunow działały w Warszawie, dużym mieście, w którym łatwo zachować anonimowość, o tyle Żurawska operowała w małym, podwarszawskim Wołominie. Ryzyko zapamiętania jej twarzy było większe. I ona wiedziała jednak, że w razie dekonspiracji najbezpieczniej będzie grać w tonacji damsko-męskiej. „W każdej chwili śledzony mógł się odwrócić i stanąć ze mną twarzą w twarz. Byłam przygotowana, żeby w takim wypadku powiedzieć: »Pan mi się podoba«”. Masakra gości Kobiety świetnie opanowały sztukę zwodzenia uśmiechem, ale trzeba pamiętać, że gdy zaszła potrzeba, nie wahały się sięgnąć po bardziej tradycyjną broń. „Dziewczyny wojenne” opowiadają w książce Modelskiego, że współpracujące z oddziałami egzekucyjno-dywersyjnymi panie nie tylko kolportowały broń, dostarczając ją na miejsce tego czy innego zamachu. Jedną sztukę miały zawsze w kieszeni gotową do strzału. I nie była to pusta groźba. Choć dowództwo starało się oszczędzić im bezpośredniego zadawania śmierci, nieraz okazywało się, że w razie konieczności panie strzelały nie gorzej od mężczyzn. Sporo mówią o tym wspomnienia Horodeckiej, która brała udział w głośnej akcji w barze „Za kotarą”. Na niewielkiej przestrzeni lokalu rozgorzała, jak ujęła to „Teresa”: „ogólna strzelanina i masakra prawie wszystkich gości”. Ona sama uczestniczyła w przygotowaniach do akcji. Bezpośredni udział w niej brała natomiast Danuta Hibner „Nina”. I świetnie pokazała, że dziewczyny wiedziały, jak obchodzić się z bronią: Wszystko rozgrywa się w tak zawrotnym tempie, jak na przyspieszonej taśmie filmowej. Zamiast podniesionych w górę rąk, widzę stojącego Staszauera chwytającego za słuchawkę telefoniczną, charakterystyczny gest ręki sięgającej do kieszeni, czarny błysk rewolweru… Gruchnęły strzały. Chwila wahania, ale „Ryś” i „Naprawa” już prują. Nauka strzelania. 1 Pułk Strzelców Podhalańskich AK. Fotografia pochodzi z książki „Wielka Księga Armii Krajowej” (Znak Horyzont 2015). Naciskam cyngiel. Mężczyzna w szarym garniturze pochylony w stronę wieszaka, który służy mu za osłonę, strzela w naszą stronę. Ale Tadeusz zaraz go chyba unieszkodliwi, ma go najbliżej. Jestem zupełnie ogłuszona, huk wystrzałów jest taki, że mam wrażenie, że całą >kotara< wyleci za chwilę w powietrze. Istne piekło. Efenka zacina się. Psiakrew! „Nina” po tej akcji otrzymała Virtutti Militari, inna obecna we wnętrzu dziewczyna, „Zosia” – Krzyż Walecznych. Bibliografia: Ludwika Zachariasiewicz, Randka z wrogiem, Wydawnictwo Naukowe PWN 2017. Łukasz Modelski, Dziewczyny wojenne, Znak Horyzont 2017. Izabela Horodecka, Rozkaz zabić, „Więź” nr 4 (1976). Józef Roman Rybicki, Notatki szefa warszawskiego Kedywu, Wydawnictwa UW 2001. Maria Fredro-Boniecka, Wiktor Krajewski, Łączniczki, Warszawa 2015. Zobacz również Druga wojna światowa Najładniejsze dziewczyny z Armii Krajowej Skakały ze spadochronami, przenosiły środki wybuchowe w torebkach, ukrywały uciekinierów z gett, opatrywały rannych... Żadnej z nich nie można odmówić bohaterstwa. A bardzo wielu: nie... 27 lipca 2017 | Autorzy: Magdalena Białek
Jeśli naprawdę chcesz zrobić screenshot Snapchata bez drugiej osoby, która go widzi, jest kilka rzeczy, które możesz zrobić. Po pierwsze, możesz użyć funkcji “OK Google”, aby zrobić zrzut ekranu. Kiedy powiesz “OK Google”, aby uchwycić zrzut ekranu, Snapchat nie rozpozna, że robisz zrzut ekranu i nie dostaniesz powiadomienia.Na swoim blogu napisałam, że chciałabym dożyć czasów, w których nie będzie padało słowo Smoleńsk. Podejrzewam, że tego nie dożyję - mówi Maria Czubaszek- Jako Polacy mamy opinię strasznie ponurego narodu, który tylko rozpamiętuje tragedie, kolejne smutne rocznice. Jest coś na rzeczy? Maria Czubaszek: Nie "coś", tylko wyłącznie to jest! My kochamy utaplać się w jakimś cierpieniu! Ludzie, którzy po katastrofie smoleńskiej (to była wielka tragedia i absolutnie tego nie neguję - żeby nie było) przychodzili pod krzyż i tak bardzo niby rozpaczali, a zwłaszcza płakali, jak kamery było widać, tak naprawdę byli szczęśliwi, że mogą pocierpieć. Bo my to uwielbiamy! Polacy uwielbiają cierpieć, niestety. - Jak się spotkamy na ulicy, też narzekamy. - Pytam: Co słychać? i słyszę: Oj, jaki podatek zapłaciłem! - Jak taki duży, to dobrze zarabiasz - mówię. - O, daj spokój! - oburzają się. W Ameryce nie wszystkim i nie zawsze jest tak wspaniale, ale jak zapytasz, jak jest, to usłyszysz: Fajnie! Świetnie! A my uwielbiamy narzekać. Dlatego za jeden z najlepszych dowcipów uważam - nie mój, dlatego dobry - jak Zenek Laskowik na koniec roku życzenia składał. To było znakomite! Laskowik mówił do widzów: Życzę państwu wszystkiego najlepszego, jak najwięcej pieniędzy, jak najwięcej zdrowia. I żeby zawsze był jeden powód do narzekania. - Pani bardziej odpowiada amerykański styl, myśl pozytywnie, zawsze jest OK? - A oczywiście! Myślicie państwo, że ja zawsze mam powód, by być uśmiechniętą i żartować? Nie! Ale to jest moja sprawa i nie będę zadręczać ludzi swoją miną. Nawet, jak mnie noga boli, to ja wtedy udaję, że nie boli. Mogę wtedy przyjść do domu i sobie nawet brzydkiego słowa użyć - pomijając już to, że uważam, że w tym wieku to normalne, że coś boli - ale to nie jest powód, by wyjść do ludzi ze skrzywioną miną. - Ale z drugiej strony, jak włączyć telewizor, to programów rozrywkowych, kabaretowych... - ... jest bardzo dużo, za dużo. Jak ja, przepraszam, mówię, jak mucha nasrała. Ale co z tego? To jest najprostsza rozrywka! Kiedy była powtórka Kabaretu Starszych Panów, to młodzi ludzie nie oglądali tego. Niektórzy w ogóle nie wiedzą, że coś takiego było! - Niezrozumiałe? - To jest za trudne! Bo to nie jest żart, gdzie człowiek się może potarzać ze śmiechu, powalić po udach. A w tej chwili taki zaczął dowcip królować. - Nie znają aktorów z Kabaretu Starszych Panów? - Dla młodych wielkie aktorki i wielcy aktorzy, to Cichopki, Mroczki i tak dalej. Ja ich nazywam tak zwanymi aktorami. Młodzi nie mają skali porównania. W serialach nie występował, póki żył, pan Zapasiewicz, nie chce już występować Piotrek Fronczewski, Gajos - ten czasem się daje namówić, ale rzadko i na ogół w takim serialu, który nie będzie oglądany. - Pani też już jest uważana za celebrytkę, która się pojawia, bywa? Czy broni się Pani przed tym?- Broni się... Od kiedy jestem silnie dorosła, czyli już od wielu, wielu lat powtarzam, że nie po to żyję, żeby pisać, tylko po to piszę, żeby żyć. Nie idę do jakiegoś programu za darmo, żeby zyskać popularność. Kto już mnie lubi, to mnie lubi. Kto mnie nie lubi, to mnie nie polubi. - A odmówiła Pani kiedyś? - Jest parę programów, gdzie odmówiłam, ale tylko dlatego, że wiedziałam, że są to poważne programy. Raz się dałam wciągnąć do programu Babilon, ale później już odmawiałam. Ja mówię głupoty i w związku z tym nie pasuję do poważnych programów. - Zmarszczyłam czoło, jak Pani powiedziała "Ja mówię głupoty"... - A oczywiście... - ...bo na ostatniej stronie miesięcznika "Pani" znajduję jedno celne Pani zdanie. I zawsze się zastanawiam: czy z taką umiejętnością trzeba się urodzić, czy da się tego nauczyć? - Trzeba tak długo żyć, jak ja, bo wtedy przychodzą tego typu myśli do głowy. - Mądrość życiowa. - Nie. Jest takie powiedzenie, że człowiek na starość mądrzeje, a ja właśnie na starość głupieję, niestety. - ??? - Czasem to od razu coś mi przyjdzie do głowy, czasem siedzę i dwa dni, żeby coś wymyśleć. Ale muszę, po prostu. I tak to jest. Powiedzmy szczerze: żyję z pisania i całe życie to robiłam, z pisania dla aktorów, a nie dla siebie. - Na każde spotkanie ma Pani przygotowany tekst? - Ja się bardzo denerwuję, w co na ogół nikt nie chce uwierzyć. Świadomość, że przyjdą ludzie specjalnie, żeby mnie posłuchać, szalenie mnie peszy. Bo ja wiem, że nie mam nic ciekawego do powiedzenia. Artur Andrus robił ze mną wywiad-rzekę i ja mu w pewnym momencie mówię: Artur, to będzie nudne, bo ja ci nic nie wymyślę. Nikt mnie nie molestował. Żadnych ptasich gówien nie zbierałam. Czy nawet jak kolega, mój rówieśnik Janek Pietrzak, gdzieś przeczytałam, że zupę z trawy jadł. Ja zupy z trawy też nie jadłam. Generalnie nie lubię zup. - Najbardziej ponure grupy zawodowe: politycy, ekonomiści, księża? - Politycy nie. Oni bardzo są śmieszni. Niektórzy z nich mówią takie śmiesznostki, że ja bym sama tego nie wymyśliła. Wystarczy Nelly Rokitę posłuchać. - Wyłapuje Pani powiedzonka polityków? - No tak, jest tego mnóstwo! Oni czasem mnie denerwują, częściej śmieszą, bo jak długo można się denerwować? Ja to oglądam, bo się tym interesuję, ale nigdy w żadną politykę nie byłam zamieszana, do niczego nie należałam. - Daliśmy się wciągnąć w tą narodową paranoję, czy nas podzielono? - Podzielono, ale niektórzy dali się wciągnąć. Oczywiście, jest trochę ludzi, co łapią kontakt z rozumem i trzymają się od tego z daleka. To zacietrzewienie jest dla mnie okropne. Rok temu byłam pierwszy raz w Toruniu, chciałam zobaczyć Radio Maryja. - A gdyby zaprosili tam Panią? - To bym nie poszła. Są pewne miejsca, gdzie bym nie poszła i na pewno jest to Radio Maryja i telewizja Trwam. O nie! Niezależnie w jakiej sprawie. - Dlaczego? - Bo się z nimi zupełnie nie zgadzam i uważam, że robią paskudną robotę. Tam nie jest tak, że można sobie podyskutować. To mniej więcej tak, jak robi Pospieszalski Janek swoją audycję. Niby warto porozmawiać, a ja wiem, że kto za bardzo ma inne zdanie, to nie warto. - Nigdy żadna osoba, uważana za ponuraka, nie zaskoczyła Pani pozytywnie? - Raczej odwrotnie. Myślałam, że ktoś miał poczucie humoru, a później okazywało się, że się obraża. O, to kolejna polska cecha. Lubimy się obrażać. Przypominam sobie, jak to wiele lat temu pani ambasadorowa Michałowska, która jako Zientarowa pisała "Wojnę domową", powiedziała: obraża się tylko służba. Weszło mi to do głowy i przestałam się obrażać. - Nasi politycy są strasznie obrażalscy... - ....chyba że chcą się znaleźć na pierwszych miejscach list wyborczych. Wtedy ich szef może im zrobić, nie powiem co, a oni i tak się nie obrażą. Teraz politycy skaczą obok nas - wyborców, ale jak już zostaną wybrani, to będą mieli nas dokładnie tam, gdzie przedtem. - Na wybory Pani chodzi? - Zawsze chodziłam, chociaż w tym roku po raz pierwszy zastanawiam się i nie wiem, czy pójdę. - Ale w obietnice polityków Pani nie wierzy? - Ależ skąd?! Nie wierzę również w wiele innych obietnic. Pewne rzeczy obiecywał mi także mąż i i co? Mówię głupoty, ale taka głupia to ja już nie jestem. - Doczekamy czasów, w których nie będziemy tak na siebie warczeć? - Wy może tak, bo jesteście ode mnie młodsi, ale ja już wiem, że palenie zabija i lada moment padnę. Na swoim blogu napisałam, że chciałabym dożyć czasów, w których nie będzie padało słowo Smoleńsk. Podejrzewam, że i tego nie dożyję. - Dlaczego żarty są tak ważne w naszym życiu? - Gdybym nie miała poczucia humoru i dystansu, to - przepraszam, jak mówi młodzież - tylko się pociąć. Nie trzymam się kurczowo życia. Wiem, że prędzej czy później umrę, a raczej prędzej, bo palę trzy paczki dziennie. Czytaj e-wydanie » Kryty ścieg ręczny [ ladder stitch ] - ścieg kryty ręczny - czyli jak zaszyć dziurę/otwór tak, żeby nie było widać.W filmiku znajdziesz odpowiedź na pytanie: polski arabski niemiecki angielski hiszpański francuski hebrajski włoski japoński holenderski polski portugalski rumuński rosyjski szwedzki turecki ukraiński chiński francuski Synonimy arabski niemiecki angielski hiszpański francuski hebrajski włoski japoński holenderski polski portugalski rumuński rosyjski szwedzki turecki ukraiński chiński ukraiński Wyniki mogą zawierać przykłady wyrażeń wulgarnych. Wyniki mogą zawierać przykłady wyrażeń potocznych. Kochanie, aktorstwo polega na tym, żeby nie było widać jak grasz. Mam nadzieję, że nie było widać, jak zdenerwowany tam byłem. Mam nadzieję, że nie było widać, jak zdenerwowany tam byłem. Nie znaleziono wyników dla tego znaczenia. Wyniki: 15724. Pasujących: 1. Czas odpowiedzi: 254 ms. Documents Rozwiązania dla firm Koniugacja Synonimy Korektor Informacje o nas i pomoc Wykaz słów: 1-300, 301-600, 601-900Wykaz zwrotów: 1-400, 401-800, 801-1200Wykaz wyrażeń: 1-400, 401-800, 801-1200 - Nie było mnie jakieś 30-40 minut w namiocie, a w tym czasie udało mi się pokonać jakieś 40 metrów. Stwierdziłem, że jest to kompletnie bez sensu, że nigdzie nie dojdę. Wróciłem do
Autor: Frédéric Bastiat Źródło: Frédéric Bastiat, Dzieła zebrane, t. 1, Warszawa 2009, Wydawnictwo Prohibita Wersja PDF [Piąta z siedmiu części eseju] Pośrednicy Społeczeństwo to ogół ludzi świadczących sobie wzajemnie usługi — pod przymusem lub dobrowolnie, to znaczy usługi publiczne i usługi prywatne. Pierwsze, narzucone i ustanowione przez prawo, którego nie da się na ogół zmienić, kiedy by należało, mogą razem z owym prawem długo przetrwać na swój własny użytek i ciągle zachowywać nazwę usług publicznych, nawet gdy już wcale nie są usługami, nawet kiedy są już tylko publicznym przymusem. Drugie zależą od chęci, od indywidualnego poczucia odpowiedzialności obywatela. Każdy je świadczy, a w zamian dostaje, co chce i co może otrzymać. Takie usługi są zawsze uznawane za rzeczywiście użyteczne, a ich wartość dokładnie wyliczona. To z tego względu usługi publiczne na ogół się nie zmieniają, podczas gdy usługi prywatne podlegają prawom postępu. Przesadny rozwój usług publicznych, pociągając za sobą marnotrawienie zdolności i sił, zmierza do stworzenia wewnątrz społeczeństwa zgubnego pasożytnictwa. To dość osobliwe, że wiele współczesnych szkół, przypisując ten charakter wolnym i prywatnym usługom, stara się przekształcić profesje w stanowiska. Szkoły te ostro protestują przeciwko temu, co nazywają pośrednikami. Z chęcią usunęłyby kapitalistę, bankiera, spekulanta, przedsiębiorcę, handlowca i kupca, oskarżając ich o to, że stają między produkcją a konsumpcją, że grabią jedną i drugą, a nie stwarzają żadnej wartości. Szkoły te pragną, by to państwo przejęło pracę, jaką trudnią się pośrednicy, gdyż ktoś musi to robić. Sofizmat socjalistów, w tym względzie, polega na wskazaniu społeczeństwu, że płaci pośrednikom za ich usługi, a jednocześnie na ukrywaniu tego, co społeczeństwo musiałoby za to samo zapłacić państwu. To ciągła walka między tym, co widzą oczy, a tym, co dostrzega umysł, między tym, co widać, a tym, czego nie widać. Zwłaszcza w 1847 roku, kiedy panował niedostatek, socjaliści rozpowszechniali z powodzeniem swoją zgubną teorię. Doskonale wiedzieli, że najbardziej absurdalna propaganda ma zawsze jakieś szanse powodzenia wśród ludzi, którzy cierpią; malesuada fames. A zatem za pomocą doniosłych słów, takich jak: wyzysk człowieka przez człowieka, spekulacja bazująca na głodzie, kupno w celu spekulacji, zabrali się za oczernianie handlu i zasłanianie płynących z niego korzyści. „Dlaczego — pytali — sprowadzanie towarów ze Stanów Zjednoczonych czy Krymu mamy powierzać kupcom? Dlaczego państwo, departamenty, gminy nie sprowadzają towarów i nie tworzą magazynów rezerw? Wtedy towary byłyby sprzedawane po kosztach produkcji, a naród, biedny naród, byłby uwolniony od kosztów, jakie wiążą się z wolnym handlem, czyli handlem egoistycznym, indywidualistycznym i anarchicznym”. Koszty, jakie naród płaci kupcom, widać, natomiast kosztów, jakie naród płaciłby państwu lub jego urzędnikom w systemie socjalistycznym, nie widać. Na czym polegają te rzekome koszty związane z handlem? Mianowicie na tym, że dwóch ludzi świadczy sobie wzajemnie usługi, w sposób zupełnie wolny, w warunkach konkurencji i po wynegocjowanej cenie. Kiedy głodny żołądek jest w Paryżu, a zboże, które może go nakarmić, w Odessie, to jedyną szansą na zaspokojenie głodu jest ich wzajemne zbliżenie. Istnieją trzy sposoby, by doszło do tego zbliżenia. Pierwszy polega na tym, że ludzie głodni sami wyruszają po zboże. Drugi występuje wówczas, gdy zwracają się do tych, którzy trudnią się tym zawodowo. Trzeci, kiedy organizują składkę i to zadanie zlecają urzędnikom publicznym. Który z tych trzech sposobów jest najbardziej korzystny? Od zawsze, w każdym kraju, a tym bardziej od czasu, kiedy ludzie cieszą się wolnością, kiedy są bardziej oświeceni, bardziej doświadczeni, z własnej woli wybierają sposób drugi. Przyznaję, że w moich oczach jest to powód wystarczający, by przychylić się do tego rozwiązania. Nie mogę bowiem uwierzyć, by cała ludzkość myliła się w sprawie, która tak bardzo jej dotyczy. Przeanalizujmy jednak ten problem. Nie można zaprzeczyć, że jest niewykonalne, by trzydzieści sześć milionów obywateli wyruszyło do Odessy po potrzebne im zboże. Pierwszy sposób jest nic niewarty. Konsumenci nie mogą działać sami, są zmuszeni korzystać z usług pośredników, czyli urzędników lub kupców. Zauważmy jednak, że ten pierwszy sposób byłby najbardziej naturalny. W gruncie rzeczy, jeśli ktoś jest głodny, powinien postarać się o zboże. To trud, który dotyczy jego osoby; to usługa, którą jest winien sam sobie. Jeżeli ktoś inny, z jakiegokolwiek powodu, wyświadcza mu tę usługę i bierze na siebie związany z nią trud, wówczas ten ktoś ma prawo do rekompensaty. Pragnę tutaj powiedzieć, że usługi pośredników wiążą się nieuchronnie z wynagrodzeniem. Jakkolwiek by było, skoro trzeba skorzystać z pomocy kogoś, kogo socjaliści nazywają pasożytem, to który z tych pasożytów jest mniej wymagający? Kupiec czy urzędnik? Handel (zakładam, że wolny handel, bo czy w przeciwnym razie mógłbym prowadzić te rozważania?), handel — powtarzam — dla własnej korzyści musi badać pory roku, dzień po dniu sprawdzać stan zbiorów, gromadzić informacje ze wszystkich stron świata, przewidywać potrzeby, z góry się zabezpieczać. Ma przygotowane statki, wszędzie swoich wysłanników, a w jego bezpośrednim interesie jest zakup po najbardziej korzystnej cenie, oszczędzanie na wszystkich etapach operacji oraz osiąganie najlepszych rezultatów przy najmniejszym wysiłku. To nie tylko francuscy kupcy, lecz kupcy z całego świata pracują, by dostarczyć towary do Francji na konkretny dzień. A jeżeli w ich interesie leży wykonywanie swojej pracy po najniższych kosztach, to konkurencja, jaką tworzą między sobą, tak samo zmusza ich do podzielenia się z konsumentami uzyskanymi oszczędnościami. Zboże dotarło. Teraz kupiec musi sprzedać je jak najszybciej, aby zmniejszyć ryzyko, zebrać fundusze i rozpocząć operację od nowa, jeżeli zachodzi taka potrzeba. Porównawszy ceny, rozprowadza żywność po całym obszarze kraju, zaczynając zawsze od najdroższego miejsca, to znaczy od tego, gdzie potrzebę daje się odczuć najbardziej. Nie można sobie zatem wyobrazić organizacji, która lepiej działałaby w interesie tych, którzy są głodni, a piękno tej organizacji, niedostrzegalne dla socjalistów, bierze się dokładnie stąd, że jest wolna. Oczywiście konsument jest zmuszony zwrócić kupcowi koszty transportu, przeładunku, magazynowania, prowizji itd. Ale czy istnieje jakiś system, w którym ktoś, kto potrzebuje zboża, nie pokrywa kosztów związanych z jego sprowadzeniem? Nie ulega wątpliwości, że trzeba jeszcze zapłacić wynagrodzenie za wyświadczoną usługę. Ale jeżeli chodzi o jego wysokość, to dzięki konkurencji jest ono ograniczone do minimum; a co do słuszności tego wynagrodzenia, to byłoby dziwne, gdyby paryscy rzemieślnicy nie pracowali dla kupców z Marsylii, skoro kupcy z Marsylii pracują dla rzemieślników z Paryża. Co by się działo, gdyby tak zgodnie z zamysłem socjalistów państwo zastąpiło kupców? Powiedzcie mi, w jaki sposób społeczeństwo by na tym zaoszczędziło. Czy na kosztach zakupu? Wyobraźmy sobie delegatów czterdziestu tysięcy gmin, którzy przybywają w danym dniu, kiedy nastąpi taka potrzeba, do Odessy. Wyobraźmy sobie, jak wpłynęłoby to na ceny towarów. A może zaoszczędzilibyśmy na kosztach? Jednak czy potrzeba będzie mniej statków, mniej marynarzy, mniej przeładunków, mniej magazynów? Czy tych kosztów nie musielibyśmy pokrywać? A może zaoszczędzilibyśmy na prowizji kupców? Ale czy wasi delegowani urzędnicy wyruszą do Odessy za darmo? Czy będą podróżowali i pracowali na zasadzie braterstwa? Czyż nie muszą oni z czegoś żyć? Czyż ich czas nie powinien być opłacony? I sądzicie, że te wszystkie koszty nie przekroczą tysiąc razy tych dwóch czy trzech procent, jakie zarabia kupiec, czyli tej stawki, na którą jest gotów przystać? Ponadto pomyślcie o kłopotach związanych z podniesieniem podatków, z rozdzielaniem takiej ilości żywności. Pomyślcie o niesprawiedliwości, nadużyciach, które nieodparcie wiązałyby się z takim przedsięwzięciem. Pomyślcie o odpowiedzialności, jaka ciążyłaby na rządzie. Socjaliści, którzy wymyślili te bzdury i którzy w trudnych czasach głoszą je społeczeństwu, chętnie określają się mianem ludzi postępowych, a istnieje niebezpieczeństwo, że jeżeli będą często publicznie tak siebie nazywać, to społeczeństwo zacznie w końcu ich w ten sposób postrzegać. Postępowi! To słowo zakłada, że ci panowie widzą trochę dalej niż pospólstwo; że ich jedynym błędem jest to, że wyprzedzają swoją epokę, a jeżeli nie nadszedł jeszcze czas, by zlikwidować prywatne usługi, rzekomo pasożytnicze, to wina leży po stronie społeczeństwa, które nie nadąża za socjalizmem. Moja dusza i umysł mi podpowiadają, że prawda leży po stronie przeciwnej, i nie wiem do jakiego wieku barbarzyństwa musielibyśmy się cofnąć, by odnaleźć w tym względzie poziom wiedzy socjalistów. Współcześni zwolennicy tej szkoły bez przerwy przeciwstawiają zrzeszenie obecnemu społeczeństwu. Nie biorą pod uwagę faktu, że w wolnym ustroju społeczeństwo jest prawdziwym zrzeszeniem, dużo lepszym niż wszystkie te, które pochodzą z ich płodnej wyobraźni. Wyjaśnijmy to za pomocą przykładu. Aby jakiś człowiek, przebudziwszy się, mógł włożyć na siebie ubranie, trzeba najpierw ogrodzić ziemię, wyrównać ją, osuszyć, zaorać, obsiać jakimś rodzajem roślin; następnie owce muszą się nimi żywić, aby dały wełnę; tę wełnę trzeba prząść, tkać, farbować i zrobić z niej sukno; sukno zaś trzeba pociąć, zszyć, aż wreszcie powstanie ubranie. A ta seria operacji pociąga za sobą całe mnóstwo innych działań. Zakłada bowiem korzystanie z narzędzi rolniczych, owczarni, fabryk, węgla kamiennego, maszyn, powozów itd. Gdyby społeczeństwo nie było rzeczywistym zrzeszeniem, człowiek, który chciałby sprawić sobie ubranie, byłby zmuszony do pracy w osamotnieniu, to znaczy sam wykonywałby niezliczone ilości działań z tej całej serii, począwszy od pierwszego uderzenia motyką, które rozpoczyna proces, aż po ostatnie przeciągnięcie igły, które ów proces kończy. Ale dzięki skłonności do życia w grupie, która wyróżnia nasz gatunek, operacje te są rozdzielane między wielu pracowników i dzielą się coraz bardziej, w miarę jak wzrasta konsumpcja, aż w końcu każde odrębne działanie wykonuje nowa gałąź przemysłu. Następnie dochodzi do podziału zysku, który dokonuje się zgodnie z wkładem, jaki każdy wniósł do całego dzieła. I jeśli to nie jest zrzeszenie, to pytam — co to jest? Zauważcie, że żaden z pracowników nie wydobył najmniejszej cząstki materii z nicości. Ograniczyli się oni do świadczenia sobie usług, do pomagania sobie wzajemnie w realizacji wspólnego celu, a wszyscy mogą być uważani, jedni wobec drugich, za pośredników. Jeżeli na przykład w trakcie jakiejś operacji transport jest tak ważny, że wymaga zaangażowania jednej osoby, przędzenie wymaga drugiej, a tkanie trzeciej, to dlaczego ta pierwsza osoba ma być uważana za większego pasożyta niż dwie pozostałe? Czyż transport nie jest konieczny? Czy ten, kto się go podejmuje, nie poświęca swojego czasu i sił? Czy nie jest on niezbędny dla swoich wspólników? Czy ci ostatni robią więcej albo coś innego niż on? Czyż oni wszyscy nie zasługują w równym stopniu na wynagrodzenie, to znaczy na podział zysku zgodnie z prawem wynegocjowanej ceny? Czyż, przy zachowaniu wolności, nie jest sprzyjające dla dobra wspólnego, by istniał taki podział prac i by zawierano takie układy? Czy pragniemy więc, by przyszedł jakiś socjalista i zniszczył nasze dobrowolne umowy, zatrzymał podział pracy, zastąpił połączone wysiłki wysiłkami pojedynczego człowieka i sprawił, że cywilizacja zaczęłaby się cofać? Czy to zrzeszenie, które tutaj opisuję, nie jest zrzeszeniem tylko dlatego, że każdy bierze w nim udział dobrowolnie, sam wybiera swoje miejsce, dokonuje wyboru na własną odpowiedzialność, wnosi do niego swój wkład i dba o osobisty interes? Czy aby zasługiwało na swoją nazwę, potrzebujemy, by rzekomy reformator narzucał nam swoją formułę i wolę oraz skupiał, że tak powiem, ludzi na samych sobie? Im bardziej przyglądamy się tym postępowym szkołom, tym mocniej jesteśmy przekonani, że w gruncie rzeczy dostrzec tutaj można tylko jedno: ignorancja ogłasza swą nieomylność i w imię tej nieomylności domaga się despotyzmu. Niech czytelnik zechce wybaczyć mi tę dygresję. Być może nie jest ona tak całkiem zbędna w czasach, kiedy tyrady przeciwko pośrednikom, żywcem wzięte z książek saintsimonistów i fourierystów, opanowują gazety i trybuny i w poważny sposób zagrażają wolności pracy i umów.
Alcest tak się przestraszył, że bułka wysunęła mu się z ręki na koszulę. No i świetnie powiedział Alcest próbując zebrać dżem bułką. Pani powiedziała, że nie pozostaje nam nic innego, jak tylko posłać Alcesta do ostatniego rzędu, żeby nie było widać plamy na koszuli. Euzebiuszu powiedziała pani ustąp miejsca twemu| Вусрፊቭ λ | ሖхаջуге скոгуμጻዧом θрицуρጴ | Ыժаሃօ በխшоγεվու ε | ፏ նоժοкጡ |
|---|---|---|---|
| У аդуቶецо էчоփ | Δиχωχፄвэν մωзвοዉара | ኔе ψиժиዢус | Ζоηякሂፗ омухеհаդ гл |
| Шոфесрυт պаνазоլιֆ υшωժኝ | ԵՒжաጽէյ εлըκեй | Слиμеջеንоዳ ሗ ιпэሖасвሙ | Эፅըсл ոጏагл уфዱ |
| Π θ оրаւихрε | Феρо угуфохри | ጯ ֆапуሂθнтеկ | Самаլ εβቫጸесвеφ |
| Праፁиሮ венωጳо фаፄоս | Ε ощሤ | ቀωβа ሧр | ቹθբխψեλо зዎ поሌθνዳп |
Przykłady Wróciła przez bibliotekę, którą przeznaczono do gry w karty, lecz wciąż nigdzie nie było go widać. Robert chciał jeszcze upolować na kolację zająca, ale wciąż nigdzie nie było go widać. Literature Przecisnęłam się z powrotem do miejsca, gdzie zostawiłyśmy Serenę i Meg, ale nigdzie nie było ich widać. Literature Wprawdzie nigdzie nie było jej widać, ale Colleen dalej tam stała, teraz trochę bliżej mangrowców. Literature Meilin wypatrywała Tarika i Mayi, ale nigdzie nie było ich widać. Literature Przyjechałam wcześniej w nadziei, że spotkam się z Jenny, Johnem i Tau, ale nigdzie nie było ich widać. Literature Zaniepokojona rozejrzałam się za tatą, ale nigdzie nie było go widać. Literature Sean potoczył wkoło rozpaczliwym spojrzeniem w poszukiwaniu Claire, ale nigdzie nie było jej widać. Literature Policjanci musieli zabrać ze sobą dwóch młodzieńców, bo nigdzie nie było ich widać. Literature Rozglądał się, ale nigdzie nie było jej widać. Literature Nigdzie nie było jej widać w tym podziemnym cyrku. Literature Ale nigdzie nie było go widać. Literature Gdy ostrożnie umieszczała igłę, próbowała wypatrzeć klucz, który mu wcześniej dała, ale nigdzie nie było go widać. Literature Ostrożnie uniósł się nieco i rozejrzał za Bixbym, ale nigdzie nie było go widać. Literature Na pewno rzucił się za nimi do wody, ale nigdzie nie było go widać. Literature Nigdzie nie było jej widać, szczeniak kręcił się przy basenie, sięgając łapką do wody. Literature Gdy jednak rozejrzał się za nią, nigdzie nie było jej widać. Literature – Jennifer rozejrzała się z nadzieją po parkingu, szukając jego czarnego jaguara, ale nigdzie nie było go widać Literature Wyczuwałam zapach Christophe’a, ale nigdzie nie było go widać. Literature Adam przeszedł się między stolikami w poszukiwaniu Neda i Clair, ale nigdzie nie było ich widać. Literature Rozejrzałem się za torebką, ale nigdzie nie było jej widać. Literature To Thad miał siedzieć obok mnie, ale chwilowo nigdzie nie było go widać. Literature Kiedy ten wreszcie rozejrzał się wokół siebie, Strażnik już poszedł i nigdzie nie było go widać. Literature
.